wersja kontrastowa


TRASA nr 1

 

 

TRASA NR 1

 

PLANSZE C I B4

KOLUMNA ZYGMUNTA III WAZY – MAKIETA STAREGO MIASTA – KOŚCIÓŁ ŚWIĘTEGO MARCINA – POMNIK JANA KILIŃSKIEGO – MUZEUM RZEMIOSŁ – POMNIK MAŁEGO POWSTAŃCA – BARBAKAN WARSZAWSKI – RYNEK STAREGO MIASTA – MUZEUM WARSZAWY –CENTRUM INTERPRETACJI ZABYTKU – POMNIK WARSA I SAWY – POMNIK SIŁACZA – STRONA POŁUDNIOWA RYNKU – KOŚCIÓŁ JEZUITÓW –BAZYLIKA ARCHIKATEDRALNA – MUZEUM ARCHIDIECEZJI WARSZAWSKIEJ – DZWON NA KANONII – ULICA JEZUICKA – PAŁAC ŚLUBÓW – ZAMEK KRÓLEWSKI

 

Znajdujemy się na placu Zamkowym pod Kolumną Zygmunta III Wazy. Na planszy C i B4 to miejsce oznaczone przy wschodnim brzegu arkusza. Możemy tam zaobserwować, że plac wraz z deptakiem prowadzącym do Krakowskiego Przedmieścia ma kształt rozciągnięty i nieregularny. Żeby tu dotrzeć, najlepiej dojechać tramwajem lub autobusem do przystanku „Stare Miasto” na przykład z Pragi czy od stacji metra „Ratusz Arsenał”. Przystanki zaznaczone są na planie. Położone są przy alei Solidarności przy trasie W–Z, znajdującej się niżej niż Stare Miasto, które jest na skarpie. Jeśli wysiądziemy na tym przystanku, pójdźmy najpierw prosto, by wejść na chodnik, a dopiero później ewentualnie poszukamy przejścia przez ulicę z torowiskiem i przejdziemy na odpowiednią stronę alei Solidarności. Z dużą ostrożnością, bo, uwaga!, tu tramwaj nie posiada wysepki i podróżni muszą wysiąść na jezdnię. Jeśli jedziemy z Pragi, czyli ze wschodu, to po wejściu na chodnik powinniśmy pójść w kierunku jazdy, czyli na zachód, szukając jednocześnie przejścia przez jednokierunkową ulicę Grodzką, która jest równoległa do alei Solidarności i będzie po naszej prawej stronie. Jeśli przyjechaliśmy z zachodu, od stacji metra „Ratusz Arsenał”, musimy się cofnąć do przejścia przez ulicę. Uwaga! – przejście jest bardzo długie i nie posiada sygnalizacji. Przed przejściem jest obniżenie krawężnika i pas ostrzegawczy. Przechodzimy cztery pasy ruchu i torowisko między nimi. Wchodzimy na wysepkę i dalej przechodzimy pojedynczy pas ulicy Grodzkiej, który jest ustawiony pod lekkim skosem. Powinniśmy znaleźć się na stronie północnej ulicy i iść wzdłuż niej w lewo, czyli na zachód. Po drodze bliżej trawnika mijamy kiosk, a dalej – makietę Starego Miasta ustawioną na podeście i otoczoną niewielką wysepką brukowanej nawierzchni. Znajduje się ona około metra od trawnika. Idziemy dalej prosto, po prawej stronie znajdujemy schody w górę. Jeśli wejdziemy nimi na plac Zamkowy, to wtedy z przodu po prawej stronie zobaczymy Zamek Królewski, z lewej Kolumnę Zygmunta, zaś z przodu – duży brukowany teren placu Zamkowego. Wybierzmy jednak wjazd na skarpę Starego Miasta schodami ruchomymi. Musimy minąć z prawej strony schody stacjonarne i iść dalej prosto do szklanych drzwi, które przez długi korytarz doprowadzą nas do schodów ruchomych. Na lewo od nich jest winda, a jeszcze dalej na lewo schody stacjonarne. Między ulicą a placem jest dość duża różnica wysokości, więc liczba stopni też jest znaczna.

Warto wjechać na górę pierwszymi w Warszawie ruchomymi schodami, które zainstalowano tu podczas budowy trasy W–Z w 1949 roku. Przez 30 metrów wwiozą nas one 12 metrów wyżej. Początkowo były dwa ruchome ciągi w górę i jeden w dół. Na ścianach dolnego korytarza, który wyłożony został płytkami ceramicznymi, znajdują się gipsowe płaskorzeźby autorstwa Jerzego Jarnuszkiewicza, wyrażające tematykę przyjaźni polsko-radzieckiej. Po uruchomieniu schodów, na długo pozostały one atrakcją turystyczną.

Po wjechaniu poziom wyżej znajdziemy się w obszernej hali parteru kamienicy Johna przy placu Zamkowym; można z niej wyjść kilkoma wyjściami: z przodu naprzeciw schodów ruchomych znajdują się dwa wyjścia na ulicę Podwale, z tyłu, za schodami – wyjście na deptak, który jest przedłużeniem Krakowskiego Przedmieścia, z prawej – dwa wyjścia na plac Zamkowy przy Kolumnie Zygmunta. W budynku tym, po lewej stronie od schodów ruchomych, znajdują się kręte schody w dół, które prowadzą do toalety. Jeśli zejdziemy nimi w dół przed wejściem do toalet, możemy zobaczyć eksponowaną maszynerię produkcji sowieckiej, dawniej obsługującą schody. W czasach oddania warszawiakom tego udogodnienia była prawdziwym cudem techniki. Żeby pójść w kierunku placu Zamkowego po wjechaniu schodami na górę, wyjdźmy wyjściem na prawo. Po wyjściu z kamienicy z lewej strony możemy usłyszeć ruch na ulicy Podwale, z prawej, w oddali – stłumiony dźwięk samochodów i tramwajów z trasy W–Z, które zostały poziom niżej.

Przed nami rozciąga się otwarta przestrzeń placu. Kolumna Zygmunta znajduje się przed nami po prawej stronie. Jeśli przyjedziemy na Stare Miasto autobusem, który ma przystanek „Plac Zamkowy” na ulicy Krakowskie Przedmieście, musimy iść w kierunku północnym wzdłuż ulicy Krakowskie Przedmieście. Jeśli wysiądziemy z autobusu, który jechał z Żoliborza w kierunku centrum, czyli na południe, musimy się kierować w stronę przeciwną niż ta, w którą pojechał autobus. Na chodniku od strony ulicy będzie nawierzchnia z bruku, na niej kamienne donice z kwiatami, kamienne pachołki i latarnie. Idziemy prosto na północ. Następnie przekraczamy ulicę Miodową, która nie posiada zaznaczonego przejścia. Po przejściu przez ulicę wchodzimy na chodnik przy kamienicach, które są z lewej strony. Tutaj Krakowskie Przedmieście się kończy, jego przedłużeniem jest szeroki deptak, który mamy po prawej stronie. Za nim dalej po prawej stoi kościół Świętej Anny. Duże prawdopodobieństwo, że od tego momentu będzie nam towarzyszyła muzyka z różnych instrumentów lub śpiew. Jeśli wysiądziemy z autobusu, który jedzie na północ, czyli na przykład w stronę Żoliborza, to kontynuujemy marsz w stronę jazdy autobusu. Idziemy prosto, aż po prawej stronie między rzędem arkad pojawi się kościół Świętej Anny. Najlepiej wtedy zejść z deptaka w lewo na chodnik przy budynku i iść wzdłuż zabudowy z lewej strony z uwagą na schody i ogródki restauracyjne. Uwaga!, ponieważ deptak schodzi w dół, od strony zabudowy pojawią się stopnie. Im bliżej placu Zamkowego, tym więcej będzie stopni na poziom chodnika przy budynku. Przestrzeń z prawej strony otwiera się, ponieważ mijamy balustradę nad trasą W–Z. Należy iść do końca budynku z lewej strony, na rogu zlokalizować kamienicę Johna i skręcić w lewo do jej kolejnej, północnej ściany i na niej zlokalizować drugie drzwi do schodów ruchomych i zostawić je za plecami. Jesteśmy w punkcie opisanym wcześniej. Przed nami po prawej stronie Kolumna Zygmunta. Idziemy prosto, schodząc najpierw z płytkich długich stopni na chodnik. Po przejściu kilkudziesięciu metrów z nawierzchni kostki chodnikowej wejdziemy na gładkie, granitowe duże płyty, które znajdują się przy Kolumnie Zygmunta. Będziemy mieć ją po prawej stronie. Możemy usłyszeć odgłosy ludzi, którzy często umawiają się pod Kolumną, jako dobrze rozpoznawalnym punktem orientacyjnym. Jeśli pójdziemy nieco na skos w lewo, wejdziemy na wybrukowany teren. To znak, że wchodzimy na teren Starej Warszawy, otoczonej niegdyś w całości murami miejskimi. Dziś tu, na placu Zamkowym, przebieg dawnych murów możemy rozpoznać po innej fakturze podłoża.

Warto iść po granitowych płytach przy granicy brukowanej nawierzchni z lewej strony, żeby odnaleźć przed sobą makietę Starego Miasta, a za nią mur będący fragmentem zabytkowego gotyckiego mostu. Wystający z ziemi fragment ściany, zbudowanej z czerwonej cegły, to dolna partia muru Bramy Krakowskiej, dawnego wjazdu do Starej Warszawy od południa. W początkowym okresie miała ona formę bardziej obronną, w późniejszym czasie, w XVII i XVIII wieku, przekształcona została w kamienicę mieszkalną z przejazdem w przyziemiu. Budowlę rozebrano w 1818 roku w ramach prac porządkowych w Warszawie w okresie Królestwa Polskiego. Po wyburzeniu bramy oraz zabudowań przed dawną rezydencją królewską, ukształtowała się tu przestrzeń, nazywana dziś placem Zamkowym. Tuż przed opisanym fragmentem bramy na kamiennym pulpicie otoczonym brukowaną nawierzchnią stoi makieta Starego Miasta. Zanim wejdziemy na Stare Miasto, obejrzyjmy jej schemat. Stańmy przed makietą tak, by strzałka oznaczająca północ była w lewym dalszym rogu względem nas. Wtedy w prawym dolnym rogu odnajdźmy płaską część, która odnosi się do zabudowy Krakowskiego Przedmieścia. Bryła budynku tuż przy niej to kamienica Johna, w której są ruchome schody do trasy W–Z i przed którą stoi Kolumna Zygmunta. Na lewo od niej w kształcie łuku usytuowana jest ulica Podwale, wzdłuż której znajdują się mury obronne. Na prawo od Kolumny w zagłębieniu możemy odnaleźć szeroką aleję Solidarności, a bliżej prawego dolnego rogu makiety – bryłę kościoła Świętej Anny. Za Kolumną możemy zobaczyć rozmiar i kształt placu Zamkowego, a także bryły budynków otaczających plac oraz kamienice i uliczki wokół Rynku Starego Miasta. Sam plac Zamkowy przypomina kształtem dwa trójkąty stykające się ze sobą wierzchołkami. Większa trójkątna część znajduje się przy frontowej ścianie Zamku Królewskiego, mniejsza – przy bocznej, północnej ścianie.

Plac Zamkowy to dawny teren zamku książęcego (później królewskiego) oraz obszaru, który znajdował się poza zarządem miasta Starej Warszawy. Do końca XVIII wieku zajęty był budynkami zamkowymi, kamienicami należącymi do mieszczan, urzędników i służby zamkowej. Nad wylotem dzisiejszej trasy W–Z do 1844 roku stał tu również kościół Bernardynek. Dawna przestrzeń, ograniczona murami obronnymi i różnymi budynkami zamkowymi, nie przypominała dzisiejszego placu. Najbardziej interesujące obiekty, które dziś znajdują się w okolicy, to: kamienica Johna z odtworzoną zewnętrzną formą z czasów stanisławowskich, Kolumna Zygmunta III Wazy, kościół Świętej Anny, mury obronne, pałac Pod Blachą oraz Zamek Królewski. W przeszłości na placu tym i w najbliższym sąsiedztwie miały miejsce bardzo ważne wydarzenia, zanotowane później w pamiętnikach i ujęte w podręcznikach dziejów Polski: hołdy pruskie składane królom polskim, w okresie zaborów to liczne demonstracje, podczas Powstania Warszawskiego zacięte walki. Dziś szeroki plac przypomina nieco charakterem londyński Hyde Park.

Jest miejscem indywidualnego muzykowania, aktywności ruchowej (deskorolki, breakdance), licznych zgromadzeń osób, które chcą wyrazić swoje stanowisko i uczucia, oraz spotkań towarzyskich i okolicznościowych koncertów. Wzdłuż zachodniej elewacji Zamku stoją dorożki konne, tradycyjny środek transportu, który jeszcze przed wojną był bardzo popularny. Dziś to tylko jedna z atrakcji zwiedzania Starego Miasta. Ich symboliczna obecność pozwala nam dziś odtworzyć w wyobraźni dawne odgłosy miasta.

Zacznijmy od omówienia pomnika Zygmunta III Wazy. To najstarszy i, obok pomnika Syreny, chyba najbardziej znany warszawski pomnik. Monument projektu Augustyna Locciego i Konstantego (Constantino) Tencalli został uroczyście odsłonięty w listopadzie 1644 roku. Na szczycie eksponuje on postać króla Polski i Szwecji Zygmunta III, stojącego na podwójnym cokole, zamocowanym na wysokiej marmurowej kolumnie. Odlana w brązie postać króla, ukazana została w zbroi i w płaszczu koronacyjnym, z wyciągniętą w pozycji obronnej szablą w prawej dłoni, w lewej zaś trzyma oparty o cokół krzyż, który ramionami góruje nad głową króla. Jego prawa noga oparta została o hełm z piórami. Część środkową monumentu tworzy kolumna w porządku korynckim, która ze względu na skomplikowane dzieje miasta była już dwukrotnie wymieniana. Raz w latach osiemdziesiątych XIX wieku na granitową, drugi raz w ramach powojennej rekonstrukcji pomnika, również na konstrukcję z granitu pochodzącego ze Strzegomia. Pierwotny trzon monumentu można obejrzeć przed południową fasadą Zamku Królewskiego (od strony trasy W–Z). Na wydłużonym cokole w formie prostopadłościanu umieszczone są cztery tablice, z których oryginalne są tylko te od strony wschodniej i południowej. To utwory pochwalne ku czci Zygmunta III, które zamontowano z inicjatywy syna, Władysława IV. Na początku września 1944 roku Kolumna została zniszczona przez pocisk z niemieckiego działa czołgowego. Zwalona na bruk rzeźba króla nie uległa większym zniszczeniom.

W 1949 roku odsłonięto zrekonstruowaną Kolumnę.

W gabinecie Pomników Warszawskich w Muzeum Warszawy znajduje się miniatura Kolumny Zygmunta. Na ten niezwykły monument można tam spojrzeć nie tylko z dołu – tak jak tu, ale i z niezwyczajnej perspektywy – od góry.

Odejdźmy kilka metrów od Kolumny w kierunku północnym, najlepiej wracając na brukowaną nawierzchnię przy makiecie, mając po prawej stronie jeden fragment ściany Bramy Krakowskiej, a po lewej stronie drugi. Teren pod nogami na chwilę się podniesie, a potem obniży. Przy końcu linii muru zaczyna się duża przestrzeń placu Zamkowego wyłożonego obrobionymi polnymi kamieniami. Choć w niektórych miejscach można zauważyć fragmenty ceglastego podłoża. Na przykład przekraczając Bramę Krakowską, znajdziemy się pomiędzy dwoma pasami nawierzchni ułożonej z gładkiej czerwonej cegły. To ślady, gdzie dawniej znajdował się – zewnętrzny i wewnętrzny – mur miejski. Po naszej lewej stronie znajduje się chodnik między dawnymi obronnymi murami miasta, nazwany międzymurzem Piotra Biegańskiego, współtwórcy odbudowy Starego i Nowego Miasta. Dalej z przodu po lewej stronie – zabudowa północnej pierzei placu, w której między budynkami znajduje się najpierw ulica Piwna, dalej ulica Świętojańska, a na końcu ulica Kanonia. Po prawej stronie stoi Zamek Królewski.

Najpopularniejsza droga, wybierana chyba przez większość turystów, by zwiedzić Stare Miasto, prowadzi od placu Zamkowego ulicą Świętojańską na Rynek. Tam jednak jest najtłoczniej i zdecydowanie najgwarniej. Przyjemną alternatywą obejrzenia Starego Miasta nieco mniej zatłoczoną trasą jest ścieżka zwiedzania, którą należy rozpocząć, skręcając w uliczkę Piwną. Żeby do niej dojść, po zejściu z terenu Bramy Krakowskiej idźmy kilkanaście metrów prosto przez plac. Teraz dobrze pójść na skos w lewo, w stronę pierwszych budynków, to w tej sytuacji najlepszy punkt odniesienia. Jeśli pójdziemy dalej prosto, możemy napotkać ogródki restauracyjne. Chodnik przy budynku jest gładki, tworzą go duże płyty. Idźmy wzdłuż zabudowy, dalej w tym samym kierunku, czyli na północny wschód. Miniemy z prawej strony ogródek restauracyjny, z lewej, w budynku – Galerię Sztuki i Warszawskie Centrum Informacji Turystycznej. Gdy znajdziemy się przy końcu budynku, teren się lekko obniży. Przed nami będą dwa stopnie w dół i pierwsza przecznica – ulica Piwna. Skręćmy przed stopniami w wąski chodnik ulicy Piwnej.

Z dwóch stron otaczają nas mieszczańskie kamienice. Ich dzisiejszy wygląd zawdzięczamy powojennej odbudowie Starego Miasta, które w czasie Powstania Warszawskiego i bezpośrednio po jego upadku zostało w 90 procentach zniszczone. Władze państwowe zdecydowały o rekonstrukcji dzielnicy staromiejskiej. Wobec faktu, że wiele fasad i murów kamienic i kościołów leżało w gruzach, architekci i konserwatorzy zdecydowali, że formą, w jakiej przywrócą wygląd Starówki, będzie kształt miasteczka z końca XVIII wieku. Istotnym postanowieniem było również uczytelnienie wcześniejszych form z poprzednich wieków, jeśli tylko się zachowały. Nie odtworzono jednak wszystkich elementów dawnego Starego Miasta. Ostatecznie nie zdecydowano się na odbudowę ratusza oraz muru miejskiego w całkowitym przebiegu i ze wszystkimi jego dawnymi elementami.

Idąc Piwną, po lewej stronie znajdziemy świątynię, znaną dziś jako kościół pod wezwaniem Świętego Marcina. Na początku posiadał jeszcze wezwanie Świętego Ducha i Świętej Doroty. Na planszy B4 jego lokalizacja oznaczona jest w prawym górnym rogu w otoczeniu pasaży Piwnej i Piekarskiej. Zobaczymy to również na podwójnym arkuszu C przy łączeniu plansz. Wejście do niego znajdziemy, idąc wzdłuż ściany zabudowy we wnęce, w której znajdują się schody i metalowe wrota. Kościół wraz z klasztorem został zbudowany około 1380 roku dla sprowadzonych do Warszawy przez księcia mazowieckiego Ziemowita III augustianów. Wkrótce też na sąsiedniej działce zakonnicy wznieśli szpital Świętego Ducha. Od ostatniej ćwierci XVI wieku do 1795 roku, do końca I Rzeczypospolitej, w świątyni odbywały się sejmiki szlachty ziemi warszawskiej i województwa mazowieckiego. Jak przekazał to barwnie Julian Bartoszewicz, żyjący w XIX wieku monografista warszawskich kościołów, „często tutaj od wrzawy szlachty szablistej drżały mury klasztorne; czy posłów wybierać na sejm, czy deputatów na trybunał, czy podatki na ziemie rozkładać, czy urzędników mianować, czy konfederować się, wszystko to trzeba było odbywać na tak zwanych jenerałach mazowieckich w kościele augustianów”. Zdarzało się, że sejmikująca szlachta sprofanowała świątynię rozlewem krwi. Kościołem opiekowali się augustianie aż do likwidacji sąsiadującego klasztoru po powstaniu styczniowym. Jak pozostałe kościoły staromiejskie, w 1944 roku również kościół Świętego Marcina został bardzo zniszczony. Odbudowany został w latach pięćdziesiątych. Władze miały różne pomysły co do wykorzystania obiektu. Rozważano umieszczenie tam siedziby muzeum zniszczeń wojennych czy też muzeum ateizmu. Ostatecznie w 1956 roku Prymas Polski Stefan Wyszyński uzyskał zgodę na przekazanie odbudowanej świątyni Siostrom Franciszkankom Służebnicom Krzyża. Zgromadzenie to założone zostało przez Elżbietę Różę Czacką w 1918 roku. Jego powołaniem jest „służba niewidomym na ciele i duszy” na każdym etapie ich życia. Siostry znane są także z Zakładu dla Niewidomych w Laskach (obecnie pod nazwą: Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych imienia Róży Czackiej w Laskach), gdzie wraz z osobami świeckimi pracują, podejmując różnorodne funkcje w placówkach Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Kościół jest siedzibą Krajowego i Diecezjalnego Duszpasterstwa Niewidomych, gdzie od początku jego działalności odbywają się spotkania, a także rekolekcje i pielgrzymki dla osób niewidomych i ich rodzin. Tu, w domu generalnym Sióstr Franciszkanek, znajduje się Biblioteka Książki Mówionej i Biblioteka Wiedzy Religijnej ze zbiorem pozycji pisanych brajlem. Działa tu także Ośrodek Ekumeniczny imienia Jana XXIII Joannicum. Począwszy od 1962 roku, sprawowane są nabożeństwa ekumeniczne. Niewiele zachowało się z oryginalnego wystroju świątyni. Na bocznym filarze w nawie głównej znajduje się dolna część siedemnastowiecznej figury ukrzyżowanego Chrystusa, która po wojnie uzupełniona została ażurową formą. Pod nią po prawej i lewej stronie znajdują się zróżnicowane w formie tablice. Po prawej stronie – pamięci żołnierzy poległych za ojczyznę na różnych frontach, między innymi Dwunastego Pułku Ułanów Podolskich, poniżej – żołnierzy Czternastego Pułku Ułanów Jazłowieckich, na samym dole – żołnierzy Samodzielnej Brygady Spadochronowej Polskich Sił Zbrojnych. Po lewej stronie figury Chrystusa znajduje się tablica – w hołdzie ofiarom obozów koncentracyjnych, z umieszczonym niezwykłym krzyżem, którego ramiona mają formę drutu kolczastego. Poniżej znajduje się tablica poświęcona harcerkom poległym w czasie wojny, okupacji i Powstania Warszawskiego. Pomiędzy większymi tablicami znajduje się kilka mniejszych podłużnych, które upamiętniają różne osoby poległe i pomordowane w czasie II wojny światowej. W ścianie pomiędzy prezbiterium a kaplicą w nawie bocznej znajduje się grobowiec księdza Władysława Korniłowicza, współtwórcy i kierownika duchowego Dzieła Lasek.

Ciekawy jest bazylikowy korpus rekonstruowanego kościoła Świętego Marcina. W centralnej części późnobarokowej, w pięcioosiowej fasadzie typu parawanowego, znajduje się zagłębienie, gdzie umieszczono główne wejście. Ponad nim w supraporcie zaznaczono płonące serce przebite strzałą – symbol augustianów. Nad odcinkowym gzymsem w prostokątnym obramieniu – kopia płaskorzeźby z siedzącą postacią Matki Boskiej Bolesnej i aniołami. Nad częścią środkową – przerwany szczyt, nad częściami bocznymi – bezwolutowe spływy z wazonami na postumentach. Pomiędzy kolumnami w bocznych partiach fasady – w dolnej kondygnacji toskańskie, w górnej korynckie – znajdują się zamknięte półkoliście nisze, w których odlane zostały w cemencie romańskim żółte figury Świętego Augustyna z Novello i Błogosławionego Izajasza Bonera. Poniżej – święci Augustyn i biskup Stanisław z Piotrowinem. W maju 1977 roku w kościele rozpoczął się protest głodowy opozycjonistów na rzecz uwolnienia aresztowanych robotników i działaczy Komitetu Obrony Robotników. Uczestniczyli w niej między innymi Stanisław Barańczak czy Henryk Wujec. Na ścianie klasztoru, po prawej stronie wieży, znajduje się tablica, która przypomina o pomocy udzielanej ofiarom stanu wojennego w Polsce w 1981 roku. Idąc dalej ulicą Piwną w głąb Starego Miasta, dochodzimy do ulicy Piekarskiej. Dalej na wprost biegnie dalszy ciąg ulicy Piwnej. W czwartej kamienicy po lewej stronie znajduje się siedziba Muzeum Farmacji imienia Antoniny Leśniewskiej Oddziału Muzeum Warszawy. We wnętrzu możemy poczuć się jak w dawnej aptece. Eksponowanych jest tam wiele frapujących przedmiotów związanych z historyczną farmacją. Skręćmy w lewo, w ulicę Piekarską. Idźmy w kierunku ulicy Podwale.

Za końcem linii zabudowy z prawej strony na ścianie narożnej kamienicy od ulicy Podwale znajduje się oryginalny w formie zegar. Na nieregularnej tarczy w postaci wielkiego kleksa ma znaki zodiaku oraz okrągłe fazy księżyca. O równych godzinach słychać jego bicie. We wnętrzach kamienicy z oryginalnym zegarem znajduje się Muzeum Zegarów i Rzemiosł Artystycznych i Precyzyjnych zorganizowane przez członków Cechu Złotników, Zegarmistrzów, Optyków, Grawerów i Brązowników w 1966 roku. Idźmy dalej prosto. Z obydwu stron mijamy ulicę Rycerską, dalej międzymurze, za którym na kilku stopniach z lewej strony na wysokim cokole wznosi się jeden z nielicznych warszawskich pomników, które przetrwały II wojnę światową – pomnik Jana Kilińskiego. To warszawski mieszczanin, szewc, który w 1794 roku jako pułkownik powstania poprowadził lud Warszawy przeciwko Rosjanom. Monument wykonano według projektu Stanisława Jackowskiego w 1935 roku. Postać Kilińskiego przedstawiona została w płaszczu, z podniesioną do góry szablą i pistoletem za pasem, w pozie bojownika ruszającego do szturmu. Oryginalny cokół pochodził z rozebranego soboru Aleksandra Newskiego na placu Saskim, na którym stanął pierwotnie na placu Krasińskich. Jednak niemieckie władze okupacyjne kazały zdemontować pomnik za karę za odczepienie niemieckich tablic z pomnika Kopernika. Przechowaną w Muzeum Narodowym rzeźbę po wojnie ustawiono na krótko przed dziedzińcem Muzeum Narodowego, a później na dawne miejsce na placu Krasińskich. W 1959 roku pomnik ustawiono na obecnym miejscu. Nowy cokół, ufundowany przez warszawskich rzemieślników, zdobi napis: „Janowi Kilińskiemu Wodzowi Ludu Stolicy Roku 1794. Rodacy R. 1934”.

Za pomnikiem, bliżej ulicy Podwale, możemy znaleźć również kolejną makietę Starego Miasta.

Przejdźmy teraz na drugą stronę ulicy Piekarskiej. Naprzeciw makiety znajdziemy przejście przez ulicę bez szczególnych oznaczeń z lekkim obniżeniem krawężnika. Przed nami głaz polny, na którym umieszczono informację, że w tym miejscu znajdowała się kamienica, w której w latach 1879–1882 mieszkała bardzo lubiana przez dzieci pisarka Maria Konopnicka.

Na lewo od kamienia znajdźmy chodnik przy ulicy Podwale. Pójdźmy nim prosto, mając ulicę Podwale z lewej strony.

Po drodze przekraczamy ulicę Wąski Dunaj. Gdybyśmy w nią skręcili w prawo, to po lewej stronie w narożnej kamienicy za ulicą Szeroki Dunaj znaleźlibyśmy siedzibę Muzeum Cechu Rzemiosł Skórzanych imienia Jana Kilińskiego. W niewielkiej salce wewnątrz pokazana jest część eksponatów z większego zbioru Muzeum, ukazująca warunki pracy osób z warsztatów rękodzielniczych, związanych z obróbką skóry. Od lat trzydziestych XVII wieku na niewielkim placu, przy którym dziś znajduje się Muzeum Cechu Rzemiosł, handlowano rybami, zaś od północnej jego strony, za murem, znajdowały się jatki rzeźnicze. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak nieprzyjemny zapach towarzyszył mieszkańcom okolicznych kamienic w letni targowy dzień. Na szczęście od początku XIX wieku zaprzestano handlu rybami, a zaczęto sprzedawać kwiaty i warzywa.

Po przekroczeniu ulicy Wąski Dunaj znajdźmy na wprost kamieniste rozległe stopnie w dół prowadzące do ścieżki spacerowej wzdłuż ściany murów obronnych. Po prawej stronie, na brukowanym placyku wewnątrz fragmentu dawnej baszty murów obronnych, na niewielkim drewnianym postumencie stoi nieduża rzeźba małego powstańca projektu Jerzego Jarnuszkiewicza. To dzieło z 1946 roku, ale ustawione i odsłonięte zostało dopiero w 1983 roku. Przedstawia małego chłopca ubranego w niemiecki hełm z orzełkiem i namalowaną biało-czerwoną przepaską, płaszcz i za duże buty oraz z karabinem przewieszonym na ramieniu.

Wróćmy po schodach do chodnika przy ulicy Podwale. Skręćmy w niego w prawo, by ulicę mieć po lewej stronie. Idźmy wzdłuż ulicy, aż dojdziemy do gwarnego i zatłoczonego deptaka przy Barbakanie Warszawskim.

Gdy pod nogami znajdziemy się na kamienistej nawierzchni i napotkamy kamienne pachołki, to wtedy po prawej stronie będziemy mieć wejście do Barbakanu. Na planszy C budowla zaznaczona jest w lewym górnym rogu w charakterystycznym zaokrągleniu linii muru obronnego. Barbakan to jeden z trzech elementów systemu fortyfikacji dawnej Bramy Nowomiejskiej, posiadających bramę przejazdową. Ma on formę wydłużonej, zakończonej półokrągło bastei, z której można było prowadzić ogień, również z boku, wychodząc poza linię muru obronnego. Znajdujące się tu dawniej dwie pozostałe bramy rozebrano na początku XIX wieku. W ciągu XVII i XVIII wieku znaczna część murów obronnych, jak i Barbakanu, została przesłonięta przez wzniesione później kamienice. W czasie Powstania Warszawskiego zniszczone budowle odsłoniły fortyfikacje miejskie, które na pewnych odcinkach zachowały się w całkiem niezłym stanie. Przetrwał spory fragment ściany Barbakanu, skrywany wcześniej w murach kamienicy (tak zwanej Piwnicy Gdańskiej). Po wojnie Barbakan zrekonstruowano w 1954 roku do dawnej formy. Do jego wnętrza możemy wejść i dotknąć gotyckich cegieł, wytwarzanych kiedyś ręcznie. Współcześnie, najbliższe otoczenie obronnej bramy, opanowane zostało przez artystów-amatorów, sprzedawców rzeźbionych pamiątek, i muzyków.

Wychodząc z przestrzeni Barbakanu, przechodzimy ulicą Nowomiejską, to jest częścią szlaku prowadzącego z północy przez Warszawę na południe, i dochodzimy do Rynku Staromiejskiego. Przejście przez Barbakan, jak i deptak na Nowomiejskiej, mogą być zatłoczone.

W kamienicach znajduje się wiele kawiarni, restauracji czy lodziarni. Do tych ostatnich długie kolejki ustawiają się często przed wejściem. Chodniki są wąskie i oprócz stojących w kolejce ludzi możemy spotkać na nich inne przeszkody, dlatego lepiej poruszać się brukowaną ulicą. Wejdźmy na jedyną w okolicy tak dużą otwartą przestrzeń w kształcie prostokąta o wymiarach 90 na 73 metry, szczelnie otoczoną ze wszystkich stron ścianą kolorowych kamienic. Miejsce to na planszy C obejrzymy w centralnej części górnej połowy arkusza. Widać tam, że oprócz ulicy Nowomiejskiej od północy do Rynku dochodzi ulica Krzywe Koło, od południa ulice Świętojańska i Jezuicka, od zachodu ulice Wąski Dunaj i Zapiecek z Piekarską, a od wschodu ulice Kamienne Schodki i Celna. Przy budynkach wokół dawnego staromiejskiego targowiska rozciągają się wąskie chodniki, które położone są wyżej niż brukowany plac. Część chodnika przy samych kamienicach znajduje się jeszcze wyżej niż reszta od strony placu. Na podwyższeniu można spotkać schody, kamienne ławki, donice z kwiatami, reklamy, stojaki z pocztówkami czy stoiska z różnymi produktami. Poruszanie się po placu nie jest łatwe z uwagi na zatłoczenie i duży obszar otwartej przestrzeni, dlatego dla bezpiecznego przemieszczania się warto iść po kostce brukowej blisko linii krawężnika chodnika lub środkiem chodnika przy budynku, uważając na ewentualne przeszkody. Rynek to najważniejsze miejsce na Starym Mieście, gdzie najlepiej przyjść kilka razy – warto odwiedzić je o różnych porach dnia i koniecznie w różnych porach roku. Wówczas dopiero pozwala ono w pełni odkryć swój urok. W porze ciepłej wzdłuż pierzei placu rozstawione są ogródki restauracyjne. Zimą centralną część zajmuje lodowisko, a kolorowe lampki rozświetlają długie wieczory. Jednak niezależnie od pory roku i dnia, przechodzących przez Rynek wita stojąca na środku rzeźba Syrenki, ustawiona tu w 1855 roku. Na różnych cokołach, grotach, podwyższeniach stoi tu (z przerwami) od ponad 165 lat. Około dwumetrowa postać półkobiety, półryby ma skręcony ogon, trzyma uniesioną do góry prawą rękę z mieczem, a w lewej tarczę. Umieszczona jest na kamiennej gładkiej płycie, otoczonej charakterystycznym spadkiem, gdzie w okresie letnim gromadzi się woda, która wydostaje się promieniście z niewielkich otworów spod cokołu i spływa po płaskiej okrągłej płycie. Fontanna nie jest ogrodzona. Rynkowa rzeźba Syrenki to tylko kopia. Oryginał, ze względu na częste uszkodzenia, znalazł schronienie w pobliskim Muzeum Warszawy, przed Gabinetem Syren Warszawskich. Twórca Syreny Konstanty Hegel nie przewidział, że rzeźba odlana z miękkiego cynku będzie narażona na akty wandalizmu. Dźwięki Rynku Starego Miasta pochodzą przede wszystkim z odgłosów spacerujących ludzi, rozmów, stukotu sztućców, dobiegających z ogródków restauracyjnych lub przejeżdżających bryczek. Zdarzają się muzykanci z instrumentami. W ostatnich latach na Rynku znowu słychać muzykę z instrumentu kataryniarza. Gwar, muzyka i restauracyjne zapachy niewątpliwie oddają klimat współczesnego Rynku Starego Miasta. Na południowo-zachodnim narożu Rynku często można usłyszeć sprzedawczynię zachęcającą do nabycia obwarzanków i pańskiej skórki.

Przenieśmy się jednak w odrobinę ciekawszą historię tego miejsca.

Na początku XIV wieku rozplanowano tutaj miasto. Wyznaczono wówczas działki pod budowę domów. Początkowo były one drewniane, ale do początku XVI wieku Rynek zabudowany został murowanymi, zwykle nietynkowanymi gotyckimi kamienicami, które wieńczono wysokim schodkowym szczytem. W pożarze 1607 roku niemal wszystkie kamienice Rynku zostały wypalone. Po tym wydarzeniu, odbudowane w nowym renesansowo-barokowym kształcie obiekty zyskały kolorowe tynki z przeróżnymi barokowymi zdobieniami. W przypadku niektórych kamienic możemy przekonać się o tym i dzisiaj, gdyż po wojnie architekci i konserwatorzy starali się rekonstruować staromiejskie kamienice w kształcie z tego czasu.

W XVIII wieku liczne kamienice były nadbudowywane o dodatkowe piętra, a na dachach instalowano świetliki.

Rynek od początku pełnił funkcję miejsca codziennych spotkań. Była to przestrzeń, gdzie wymieniano i sprzedawano różnorodne produkty. A najtłoczniej było w czasie targów w czwartki. Odbywające się czterokrotnie w ciągu roku jarmarki – dwa tygodnie po Wielkanocy, na Świętego Jana Chrzciciela (24 czerwca) oraz Piotra w okowach (1 sierpnia) i Jadwigi (15 października) do miasta przybywali goście, głównie z podwarszawskich wsi i miasteczek, ale również z odleglejszych ośrodków. Najtłoczniej na Rynku było w okresie sejmów, które na stałe zaczęto zwoływać do Warszawy od 1570 roku. Wówczas liczba ludności w mieście niemal podwajała się, a przez Rynek trudno było przejechać. Tłoczno było w XIX wieku, kiedy plac był miejskim targowiskiem. Na początku XX wieku z przestrzeni Rynku usunięto targowisko, a liczne kamienice przeszły remont. Przed II wojną światową miejsce to ponownie stało się ważne i odbywały się tu różne uroczystości. Na Starym Mieście czas zatrzymał się po upadku Powstania Warszawskiego, kiedy cały teren dzielnicy był jedną wielką ruiną. Dzisiejsza zabudowa Rynku to efekt odbudowy, rozpoczętej kilka lat po zakończeniu II wojny światowej, kiedy to podjęto trud rekonstrukcji całego Starego Miasta (1950–1953), zniszczonego w stopniu niemal całkowitym. Choć architekci i budowniczowie starali się jak najwierniej odtworzyć stare kamienice, to jednak z różnych powodów niemożliwe było zrekonstruowanie ich w takim samym kształcie jak dawniej. Dodatkowo, co wpłynęło na ostateczną formę, Stare Miasto odbudowane zostało jako osiedle mieszkaniowe. Wnętrza kamienic oraz mury w niektórych przypadkach, tak wewnątrz jak i na zewnątrz, otrzymały nowe elementy.

Przejdźmy na południowo-zachodnie naroże placu w kierunku ulicy Świętojańskiej, czyli od ulicy Nowomiejskiej mińmy z prawej strony uliczkę Wąski Dunaj, następnie idźmy prosto wzdłuż prawej, zachodniej strony zabudowy Rynku, zwanej stroną Kołłątaja, aż do końca ściany. Będziemy teraz cofać się wzdłuż tej strony Rynku, omawiając poszczególne kamienice. Wokół placu z pomnikiem Syrenki przejdziemy najpierw wzdłuż trzech stron w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara, mając środek Rynku po prawej stronie, a zabudowę po lewej. Warto wspomnieć o kilku kamienicach, w których żyli i pracowali niezwykli ludzie, choć o niemal każdej z nich opowiedzieć można interesującą i barwną historię. Zachodnia pierzeja Rynku od 1916 roku nazywana jest od nazwiska oświeceniowego duchownego i uczonego, Hugona Kołłątaja. Jesteśmy w rogu Rynku przy wylocie na ulice Zapiecek i Świętojańską. Pierwszy obiekt od lewej strony, to kamienica określana jako Kranichowska – od nazwiska Michała Kranicha, kupca pochodzącego z Torunia, długoletniego właściciela domu na przełomie XVI i XVII wieku, a także burmistrza miasta. Należy podkreślić, że zniszczenia z okresu II wojny światowej kamienic zachodniej strony, jak i pozostałych pierzei rynkowych, były ogromne. W większości przypadków przetrwały piwnice oraz fragmenty ścian parteru, tak jak w budynku, przy którym stoimy. Kamienica jest trzypiętrowa, od strony Rynku trójosiowa, ale posiada również długą sześcioosiową elewację od strony Zapiecka. Nad oknami pierwszego piętra znajduje się dekoracyjny pas wykonany w technice sgraffito, przedstawiający różne wizerunki Syreny – herbu Warszawy, galopujących pegazów oraz przedstawienia tradycyjnie związane z funkcjonowaniem poczty. W dolnym narożu kamienicy ściętym na płasko, na pamiątkę końca odbudowy Starego Miasta, umieszczono kamienną tablicę z inskrypcją. Napis przypomina o zniszczeniu i odbudowie dzielnicy staromiejskiej. Powyżej zawieszono zegar z kurantem, zaprojektowany przez Jerzego Brabandera i Zygmunta Kropisza, a zrealizowany przez Mieczysława Jarnuszkiewicza. Warto przypomnieć ich nazwiska, bo osoby te były zaangażowane w ozdabianie odbudowywanego Starego Miasta. Mechanizm zegara, pod którym stoimy, w sposób charakterystyczny dla Warszawskiej Starówki, już od ponad pół wieku przypomina o każdej równej godzinie. Na kamienicy wisi skrzynka pocztowa.

Po odbudowie, wnętrza kamienicy przeznaczono na placówkę pocztową. Podkreślają to wyrzeźbione w kluczu portalu symbole urzędu: pocztowa trąbka i błyskawica. Dziś przed fasadą budynku często stoją drobni handlarze, oferujący turystom pańską skórkę, futrzane czapki, chusty, pluszaki i inne pamiątkowe bibeloty, niekoniecznie powiązane ze stolicą. Symbolicznie nawiązują oni do dawnego targowego charakteru placu.

W kolejnej na prawo trzyosiowej i czterokondygnacjowej kamienicy obecnie, tak jak i przed II wojną światową, mieści się apteka, co dziś podkreśla kuty szyld z wężem, symbolem medyków. Nad portalem, obok którego po prawej stronie umieszczono kamienną tablicę z napisem: „Rynek Strona Kołłątaja”, znajduje się interesujący fryz ze sceną pochodu bachicznego. W końcu XVI wieku przez ponad pół wieku działał tu warsztat konwisarski mieszczanina Michała Drewny. Zapewne przechodząc w tym czasie obok jego kamienicy, usłyszelibyśmy stukania wytwarzanych miedzianych i cynowych naczyń. Wiele z nich zapewne trafiło do pobliskiego ratusza i wnętrz mieszczańskich.

Jedną z istotniejszych kamienic przy Rynku (ze względu na siedzibę ważnego urzędu) była trzecia od lewej kamienica zwana Wójtowską. To tutaj do początków XVII wieku rezydował wójt, który przewodniczył sądom ławniczym miasta. Gdy dziedziczne wójtostwo wykupiła rada miejska, władze miasta zaangażowały znanego architekta Konstantego Tencallę, który przebudował kamienicę. Notabene w zbliżonym czasie tworzył on szkice do królewskiego zlecenia projektu Kolumny Zygmunta III. W XVII wieku, w okresie świetności Rynku i Starej Warszawy, w czasie trwania sejmów Rzeczypospolitej Obojga Narodów, mieszkańcy kamienicy Wójtowskiej, w przeciwieństwie do zdecydowanej większości mieszczańskich domów, nie musieli ustępować wnętrza domu przybyłej na sejm szlachcie.

Obiekt ten był zwolniony z tego obowiązku. Warto nadmienić, że strona zachodnia Rynku była w całości (z wyjątkiem wspomnianej kamienicy) zajmowana przez szlachtę z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dziś jest to kamienica czterokondygnacjowa, trzytraktowa. Ściany pokryte są geometrycznym sgraffitem. Znajdują się tam również malowane alegorie Pokoju i Sprawiedliwości.

Jeśli przejdziemy kilka kroków dalej na prawo, ponad naszą głową przy ceglastym portalu znajduje się metaloplastyczna rzeźba krokodyla, wykonana przez Mieczysława Jarnuszkiewicza. Po 1953 roku parter i piwnicę budynku zajmowała popularna, zwłaszcza w okresie PRL-u, kawiarnia „Krokodyl”. W 1972 roku odwiedzający Warszawę i goszczący w restauracji Fidel Castro podarował wypchanego krokodyla, którego eksponowano na pierwszym piętrze. Wcześniej, przed połową XIX wieku, działała tu cukiernia Piotra Jennego, która zasłynęła z wyrobu dobrej czekolady. Warto zwrócić uwagę na pamiętające czasy pierwszych wieków miasta, wykonane z cegły gotyckiej, ostrołukowe i nachodzące na siebie portale, z których ten większy jest starszy. Świadczą o zmianach funkcji tych obiektów, pokazując, że w kamienicach magazyny na towary i wymóg szerokiego wjazdu do wewnątrz stawały się coraz istotniejsze. Co ciekawe, średniowieczne wejście odkryto dopiero podczas remontu budynku w 1928 roku, podczas generalnego remontu placu i elewacji kamienic rynkowych. W kolejnej kamienicy, która od końca XVIII wieku była połączona z wcześniej omawianym obiektem, w 1812 roku mieszkał i zmarł późniejszy patron zachodniego bloku rynkowego Hugo Kołłątaj. Ściany ponad pierwszą kondygnacją pokryte zostały geometrycznym i figuralnym sgraffitem z głową Kołłątaja w tondzie. W 1953 roku nad lewym otworem okiennym odtworzono płaskorzeźbionego lwa, trzymającego tarczę z kotwicą i literą S, który zdobił kamienicę przed 1928 rokiem.

Podejdźmy pod szóstą z kolei, licząc od lewej, kamienicę pod numerem 25, zwaną Rolińską (od nazwiska XVI-wiecznego rajcy – dziś powiedzielibyśmy radnego miejskiego Franciszka Roli). Od 1625 roku należała do podskarbiego, szafarza miejskiego oraz kupca Marcina Fukiera, specjalizującego się w imporcie i sprzedaży sukna. Zamożny mieszczanin zgromadził w niej pokaźną bibliotekę i kolekcję obrazów. Co ciekawe, to nie ta kamienica znana jest dziś jako Fukierowska, ale kolejna – pod numerem 27, której fasada parteru od XVIII wieku przykryta była małym daszkiem. Jeszcze długo zanim kupiecko-winiarska rodzina Fukierów nabyła tę kamienicę w 1810 roku, jej właścicielem był Baltazar Strubicz (1590–1650), zasłużony dla miasta oraz króla kupiec i burmistrz Starej Warszawy, który posiadał kilka innych nieruchomości. Jednak dopiero od początku XIX wieku kamienica ta znana jest jako winiarnia Fukiera. Jej ówczesny właściciel Florian Fukier w piwnicach tej i sąsiednich kamienic (zostały połączone przejściami) zgromadził ponad tysiąc butelek różnych gatunków starego wina. Najdawniejsze roczniki wytworzono w pierwszych latach XVII wieku.

Od czasów Floriana aż do wybuchu II wojny światowej sława starych win rozprzestrzeniła się nie tylko na Warszawę. Wybornych trunków próbowały koronowane głowy. Przed II wojną światową gościła tam nie tylko stołeczna bohema artystyczna i literacka, ale także znani goście z zagranicy. Kiedy w marcu 1927 roku do Warszawy przybył Tomasz Mann, jego polscy koledzy literaci świętowali spotkanie właśnie tam. Po zajęciu Warszawy przez Niemców w 1939 roku okupanci wywieźli z piwnic najlepsze wina. W odbudowanej po wojnie kamienicy nadal działała winiarnia-restauracja. W kilku ostatnich dekadach prowadzący ją nowi właściciele, używając nazwy „U Fukiera”, czerpią z dawnej tożsamości i bogactwa tego miejsca.

Gospodarzem dwóch kolejnych, ostatnich na tej ścianie, kamienic (numery 29 i 31) jest dziś Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk. Szczególnie ciekawe dzieje ma, najlepiej zachowana ze zniszczeń wojennych, ostatnia narożna kamienica zachodniego bloku, określana często od imienia dwóch świętych – pod Świętą Anną lub pod Świętym Markiem. W pierwszej połowie XVI wieku we wnęce naroża kamienicy ówczesny właściciel ustawił figurę Świętej Anny Samotrzeć. Współcześnie znana jest stara legenda, jakoby w dawnych czasach lud warszawski uważał, że postać uwieczniona w rzeźbie jest przedstawieniem kobiety z bliźniętami – Warsem i Sawą. Inni widzieli w niej bóstwo słowiańskie – Babę. Kamienica posiadała (i dziś znowu posiada!) jeszcze jeden charakterystyczny kamienny obiekt. W drugiej połowie XVII wieku na fasadzie domu z inicjatywy właściciela, pochodzącego z Wenecji Dawida Zappio, umieszczono płaskorzeźbę przedstawiającą uskrzydlonego lwa, symbol Świętego Marka i Wenecji. Z czasem płaskorzeźba znikła z elewacji kamienicy. Odtworzono ją dopiero niedawno, w 2015 roku. Warto wspomnieć, że od 1766 roku przez kilkanaście lat mieściła się tu modna francuska restauracja Quellusa. Dziś w kamienicy odbywają się zebrania i dyskusje historyków z Instytutu Historii PAN. Warto wejść jednak choćby do sieni, żeby podziwiać oryginalne szesnastowieczne kamienne portale znajdujące się wewnątrz. Budynek od strony Wąskiego Dunaju posiada również charakterystyczny wykusz (jeden z dwóch na Starym Mieście). Z kolei na elewacji kamienicy numer 29 znajdują się urocze kamienne płaskorzeźby łasicy oraz bazyliszka.

Za końcem ściany budynku pojawia się z lewej strony ulica Wąski Dunaj, a z przodu – ulica Nowomiejska. Skręćmy w prawo, pora skierować się ku północnej pierzei placu, która w dawnych wiekach była najważniejszą stroną rynkową.

To zdecydowanie najlepiej zachowany fragment przedwojennej zabudowy Starego Miasta. Po II wojnie światowej zniszczone dawne kamienice patrycjuszowskie, które swoją największą świetność miały dawno za sobą, zostały odbudowane i zaadaptowane na Muzeum Historyczne Miasta Warszawy. Wnętrza przekształcono w sale wystawowe, a ciąg kamienic muzealnych połączono wewnętrznymi przejściami tworzącymi labirynt korytarzy i sal wystawowych. Warto wspomnieć, że muzeum stolicy rozpoczęło działalność jeszcze przed II wojną światową jako oddział Muzeum Narodowego. Po 1945 roku, ze względu na stopień zniszczeń zbiorów muzealnych i fakt funkcjonowania w niezależnej strukturze, miejska placówka odbudowywała niemal od zera swoją kolekcję, którą w dużej mierze tworzyły dary mieszkańców Warszawy. Z liczących dziś przeszło 200 tysięcy zbiorów na wystawie stałej Rzeczy warszawskie pokazanych zostało blisko 5 tysięcy najcenniejszych i najciekawszych. W dwudziestu tematycznych gabinetach zaprezentowane zostały poszczególne kategorie zbiorów Muzeum, na które składają się przedmioty tak różne jak znaleziska archeologiczne, pocztówki, miniatury pomników, plany, widoki i obrazy miasta i jego mieszkańców, ubiory, zegary czy różne wizerunki warszawskiego herbu. Warto zarysować dzieje poszczególnych kamieniczek. W narożnej, pod numerem 42, w jednym z najstarszych staromiejskich obiektów (z pierwszej połowy XV wieku), gdzie obecnie znajduje się jedno z wejść do Muzeum Warszawy, w połowie XVII wieku mieszkał Karol Montelupi, potomek włoskiego rodu przybyłego z Florencji. Był on zarządcą-dyrektorem utworzonego wówczas centralnego zarządu Poczt Koronnych ustanowionego w Warszawie. Sprawujący również funkcję sekretarza królewskiego, pojął za żonę córkę wspominanego burmistrza Strubicza, wchodząc do grona najmożniejszych rodzin warszawskich. Dzisiejsza forma szczytu kamienicy oraz kamienny portal nawiązują do czasów późnorenesansowej przebudowy pocztmistrza królewskiego. Co ciekawe, na początku XX wieku w tej kamienicy utworzono urząd pocztowy, sięgając do przeszłości. Kolejny patrycjuszowski dom również należał przez blisko trzy dekady do Montelupich. Jednak wnętrza te zasłynęły jako mieszkania znanych lekarzy staromiejskich: Klemensa z Radziwia, burmistrza w początkach XVII wieku (stąd kamienica zwana często jako Klemensowska), oraz Walentego Gagatkiewicza (1750–1801). Ten ostatni, inwestor przebudowy kamienicy, był nie tylko lekarzem, ale i staromiejskim społecznikiem. Choć król Stanisław August mianował go swoim osobistym doktorem, Gagatkiewicz leczył również ubogich. W dawnym szpitalu Świętego Łazarza przy ulicy Mostowej utworzył pierwszą w Warszawie szkołę chirurgiczną. W końcu XVIII wieku do tej kamienicy przeniesiona została drukarnia czołowego warszawskiego drukarza Michała Grölla, prowadzona tam przez blisko pół wieku przez jego zięcia Rakoczego.

Właścicielami kolejnej kamienicy, z charakterystycznym rozłamanym kartuszem portalu, był Piotr Talenti, inicjator barokowej jej przebudowy (w 1663 roku), a kilkadziesiąt lat później (1735) – Maciej Kurowski. Ten ostatni, pomimo szlacheckiego pochodzenia, trudnił się handlem, zajęciem zarezerwowanym wówczas dla mieszczan, na czym dorobił się niemałego majątku. Zarobionych pieniędzy nie żałował na wystrój swojego domu. Wnętrze ozdobił kutą kratą – artystyczna kowalska robota ozdobiła wejście z sieni na klatkę schodową. Do dziś kunszt pracy warszawskiego rzemieślnika można podziwiać wchodząc z Rynku do Muzeum. W gorszym dla staromiejskiej dzielnicy okresie XIX wieku ozdobna metaloplastyka przeniesiona została do pałacu hrabiów Przeździeckich, skąd dopiero po powojennej odbudowie kamienic wróciła na oryginalne miejsce.

Najszybciej odbudowaną i jednocześnie jedną z dwóch najlepiej zachowanych kamienic na Starym Mieście była czwarta z kolei na pierzei północnej, ta pod numerem 36, znana jako „Pod Murzynkiem”. Do tego stanu rzeczy przyczynił się przedwojenny remont obiektu, polegający na wzmocnieniu drewnianych stropów ogniotrwałą żelbetową konstrukcją. Prace te były związane z zamiarem przeznaczenia tej i dwóch kolejnych kamienic na siedzibę Muzeum Dawnej Warszawy. Dzięki temu zachowały się polichromowane stropy z ciekawymi malunkami. Badania prowadzone podczas ostatniego remontu kamienic uwidoczniły kolejne oryginalne elementy – fragmenty barwnych dekoracji malarskich, którymi pokryte były kiedyś wnętrza mieszczańskich domów. Najbardziej charakterystycznym elementem fasady kamienicy jest głowa murzynka wyrzeźbiona w kamieniu. Powstała ona zapewne w czasach, gdy adres ten użytkowany był przez kupca zamorskiego Jakuba Dzianottiego (zmarł w 1647 roku), który sprowadzał wino i korzenie afrykańskie. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak aromatyczne było sąsiedztwo jego kamienicy oraz jakim powodzeniem cieszyły się jego wina.

O ich jakości świadczą poniekąd ceny tych trunków z czasów okupacji szwedzkiej Starej Warszawy. Dwie beczki dla panów oberszterów szwedzkich burmistrz Juliusz Ginter wycenił wówczas na 300 florenów. Dodatkowo, mianowany sekretarzem królewskim, mieszczanin stawiał swoje wino na królewskie stoły.

Przedwojennemu wzmocnieniu stropów zawdzięcza zachowanie wielu oryginalnych elementów również kolejna kamienica, znana jako Kleinpoldowska, od nazwiska Erarda (Gerarda) Kleinpoldta, rajcy Starej Warszawy i budowniczego królewskiego oraz zasłużonego dla króla mieszczanina. O tym, że był właścicielem budynku, świadczy monogram „EK” na portalu z datą 1620. Zapewne w jego czasach powstały polichromowane stropy na pierwszym piętrze. Na podkreślenie zasługuje również ciekawy komin przechodzący przez kilka kondygnacji, który można oglądać we wnętrzach Muzeum.

Perełką architektoniczną dawnej architektury mieszczańskiej można określić kamienicę Baryczkowską, szóstą z kolei, pod numerem 32. Należący do starego patrycjuszowskiego rodu budynek do dziś zachował wiele elementów oryginalnych. Warto wejść do jego wnętrza i obejrzeć sień oraz drewniane schody. Na początku XX wieku Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości zakupiło kamienicę na swoją siedzibę. Po jej remoncie, stała się kulturalnym salonem Warszawy. Członkowie Towarzystwa przyczynili się do rewaloryzacji i remontu kilku kamienic Starego Miasta. Interesująca jest oryginalna attyka znajdująca się na dachu obiektu. Należy również zejść do piwnic, znajdujących się pod kamienicami strony Dekerta, i przespacerować się labiryntem korytarzyków i pomieszczeń. Prezentowane są tam makiety budynków i plansze, zawierające najważniejsze informacje o Warszawie, kamienicach muzealnych oraz najciekawsze wykopaliska archeologiczne. To właśnie pod kamienicą numer 30 podczas jej remontu w 2010 roku odnaleziono skarb. Kilkaset monet, ważących blisko 5 kilogramów, które właściciel kamienicy winiarz Krzysztof Kisz ukrył przed okupującymi miasto wojskami szwedzkimi, jest dziś eksponowanych w miejscu odkrycia. Jeśli będziemy mieli już dość średniowiecznych murów piwnic, wyjdźmy z powrotem na Rynek i usiądźmy na kamiennej ławce przy kamienicy Pod Murzynkiem. Gdybyśmy spoczęli tu przed kilkuset laty, dokładnie kilka metrów przed nami znajdowałaby się zasilana drewnianym rurociągiem studnia miejska, przy której zapewne tworzyłaby się kolejka po wodę. Za studnią, w kierunku środka Rynku, od XV do początków XIX wieku znajdował się ratusz staromiejski – siedziba władz miejskich, miejsce pracy burmistrza, rajców i ławników. Budynek pełnił również kilka innych funkcji. Oprócz piwnicy, w której znajdowały się dwie izby więzienne oraz składy piwa i wina, obiekt posiadał dwie kondygnacje naziemne. W parterze znajdowało się mieszkanie piwowara i szynkownia, gdyż przez długi okres tylko w ratuszu wolno było raczyć się chmielowym trunkiem. Symbolem władzy miejskiej była górująca nad całą okolicą wieża (60 metrów), na której umieszczony był zegar z kurantem. Z niej to trębacz miejski dawał znać mieszkańcom o różnych istotnych wydarzeniach.

Już w XVIII wieku drewniane kramy zastąpiono murowanymi, toteż na placu rynkowym było już niewiele miejsca. Nie przeszkodziło to jednak w tym, aby Rynek stał się lokalizacją najważniejszych wydarzeń. To tu we wrześniu 1794 roku na szubienicach powieszono malarskie portrety targowiczan. Trzydzieści lat wcześniej ostatni król Stanisław August odebrał przysięgę od mieszczan warszawskich. Tron królewski ustawiono w północno-zachodnim narożu Rynku, zaraz obok starego pręgierza, gdzie od wieków wymierzano kary cielesne. Bliżej przeciwległego naroża zlokalizowana była tzw. kuna, to jest klatka, gdzie zamykano winowajców, publicznie wymierzając im karę.

Za końcem linii zabudowy północnej znajdziemy ulicę Krzywe Koło. Przejdźmy przez nią i zwróćmy się w prawo ku wschodniej pierzei rynkowej, nazwanej stroną Barssa (1760–1812), od Franciszka Barssa, działacza walczącego o prawa dla miast. Obiekty te w ciągu wieków nie miały szczęścia. Już w 1607 roku podczas ogromnego pożaru spłonęły prawie wszystkie. Doszczętnie, niemal do poziomu gruntu, kamienice zniszczone zostały w 1944 roku. Po wojnie władze PRL zastanawiały się w ogóle nad zasadnością odbudowy tej strony rynkowej, rozważając pozostawienie wolnej przestrzeni z widokiem na rzekę Wisłę. Przy wschodniej stronie Rynku stoi najwięcej budynków, i można powiedzieć, że jest to najbardziej „doświetlona” pierzeja. Niemal każda z kamienic na najwyższej kondygnacji ma nadbudówkę w formie małego domku z oknami od strony Rynku i Wisły. Rozwiązanie takie, bardzo charakterystyczne dla Warszawy, miało pełnić funkcję latarni – doświetlać niższe piętra budynku. Ze względu na tradycję i ciekawą architekturę, warto wspomnieć jeszcze o kilku obiektach tej strony Rynku.

Pierwsza z kamienic od lewej strony sąsiaduje z najbardziej stromą, wąską i wielopoziomową „ulicą” w Warszawie. Kamienne Schodki, bo o nie chodzi, to dawne zejście ze skarpy do furty w murach obronnych, prowadzącej do Wisły. Na planszy C oznaczone jako linia utworzona z niewielkich rombów. Korzystali z niego rybacy, praczki, piaskarze, a w XIX i XX wieku uroki tego miejsca docenili przede wszystkim artyści. Zimą 1806 roku na szczycie stromej uliczki, wyglądającej wówczas zapewne znacznie gorzej niż dziś, stał cesarz Napoleon Bonaparte, o uliczce wypowiadając się w dość niepochlebny sposób. Tu z góry przez lunetę obserwował wojska nieprzyjacielskie na Pradze. Po II wojnie światowej i odbudowie, od uliczki nazwę zapożyczyła staromiejska restauracja, mieszcząca się w dawnej kamienicy rajcy miejskiego Kaspra Waltera.

Od 1960 roku była ona miejscem spotkań Klubu Miłośników Warszawy, gdzie odbywały się odczyty i dyskusje varsavianistyczne, połączone z występami artystycznymi. Od kilku dekad specjalnością restauracji jest kaczka z jabłkami.

Kolejna, sąsiadująca z prawej strony, kamienica nazywana jest Busserowską, od jej właściciela burmistrza Łukasza Bussera, który przebudował budynek w pierwszej połowie XVII wieku. Choć był cyrulikiem, to majątku dorobił się na dostawach i usługach dla króla (koordynował między innymi budowę mostu na elekcję w 1632 roku). Zrobił również karierę we władzach miasta. Odnosząc się do późniejszych czasów, kamienicę tę można by równie trafnie określić jako drukarską. Przechodząc tu w końcu XVIII wieku, zapewne można było poczuć woń farby drukarskiej. Już w czasach stanisławowskich obiekt nabył Francuz Piotr Dufour, drukarz i księgarz, w którym prowadził największą i najnowocześniejszą drukarnię w Warszawie. Stąd wychodziła „Gazeta Rządowa”, pierwsze warszawskie pismo codzienne. Kolejni właściciele przez niemal pół wieku kontynuowali tradycję. Od końca XVIII wieku drukowano tu również „Gazetę Warszawską”. Po powojennej odbudowie kamienicy, w 1955 roku znalazł w niej siedzibę Klub Księgarza, przez wielu określany najważniejszym salonem literackim Warszawy. Do dziś odbywają się tam spotkania z autorami książek i dyskusje. Na parterze działała również Księgarnia Literacka. Dziś kamienica jest pięciokondygnacyjna i trzytraktowa. Trakt środkowy, w którym znajduje się klatka schodowa, doświetlony jest oknami z latarni. W trzyosiowej fasadzie na parterze, oddzielonej gzymsem kordonowym, znajduje się boniowany kamienny portal, z kluczem zwieńczonym kulą. W nadświetlu zachowała się autentyczna krata o motywach esownic i rozet oraz z datą 1671.

Kilka słów warto powiedzieć o następnej kamienicy o frapującym określeniu „Pod Fortuną”, które zawdzięczamy siedemnastowiecznemu właścicielowi, kupcowi, burmistrzowi i słudze królewskiemu Jakubowi Dzianottiemu. Po przeprowadzonej przez niego gruntownej przebudowie, która obejmowała również przesklepienie piwnic, mieszczanin na fasadzie umieścił personifikację Fortuny. W tych czasach, we wzmocnionych piwnicach przechowywano duże sumy pieniędzy z podatków od szlachty, tzw. kwartę. Górne kondygnacje kamienicy zwyczajowo zajmowali posłowie cudzoziemscy, którzy przybywali do Warszawy na dwór.

W połowie XVIII wieku mieszkali i pracowali tu dwaj malarze: Łukasz Smuglewicz i Szymon Czechowicz, prowadząc pierwszą polską szkołę malarstwa, o czym przypomina nam dziś kamienna tablica, umieszczona nad szerokim oknem parteru. Podczas ostatniej odbudowy po II wojnie światowej kamienicę ponownie przyozdobiono przedstawieniem Fortuny i płodów ziemi, które znajdują się we fryzach nad pierwszym i drugim piętrem.

Do ciekawszych architektonicznie należy również dom pod numerem 18 (piąty z kolei na pierzei wschodniej). Fasada ma charakter barokowy. Szczyt tej jednej z najszerszych, czteroosiowych kamienic rynkowych, posiadającej dwa kamienne portale, zdobi trójkątny przyczółek, zwieńczony kamienną rzeźbą putta. Po bokach – kamienne wazony.

W przyczółku znajdują się dwie tarcze, złączone muszlą oraz liściastymi girlandami, spiętymi maszkaronem.

Nad szczytem znajduje się wysoka latarnia. Pod oknami wyższych kondygnacji są malowane girlandy ze wstęgami, podtrzymywane przez kozłów-satyrów z orszaku Dionizosa. Na zwisających wstęgach zawieszone są instrumenty muzyczne, między innymi lira i róg. W XVII wieku obiekt należał do holenderskich emigrantów Horlemusów. Przedstawiciele rodu szybko wtopili się w warszawską społeczność, oddając miastu znaczne zasługi. Augustynowi kilkakrotnie powierzono stanowisko burmistrza. Od drugiej połowy XVIII wieku rodziną, zamieszkającą te mury, byli Kicińscy. Bruno, poeta, tłumacz, redaktor i wydawca licznych czasopism, w 1821 roku założył znany wszystkim „Kurier Warszawski”. Dziś kamienice Horlemusów i Kicińskich razem z poprzednią, pod numerem 20, mieszczą zbiory Muzeum Literatury imienia Adama Mickiewicza, które przechowuje i eksponuje rękopisy polskich twórców. Przechodząc dalej, mijamy budowlę, dawniej należącą do Jacka Baryczki, przeora warszawskich dominikanów, który ufundował dużą bibliotekę zakonną. Trójosiowy budynek wyróżnia się balkonem wzdłuż całej szerokości kamienicy, rzadkim na Starym Mieście. Z niego to w dniu oddania odbudowanej Starówki, 22 lipca 1953 roku, przemawiał Bolesław Bierut do zebranych na Rynku warszawiaków. Od 1953 roku mieści się tam Dom Sztuki Ludowej, który prowadzi warsztaty i etno-lekcje, dotyczące tematyki polskich zwyczajów i wierzeń ludowych. Znajduje się tam również sklep z polskimi wyrobami ludowymi, w którym można nabyć ceramikę, tkaniny i stroje ludowe, zabawki oraz papierowe dekoracje.

Przejdźmy do ostatniej kamienicy zamykającej pierzeję wschodnią, kończącą się ulicą Celną. Przez dwa stulecia do połowy XVII wieku dom był własnością zamożnej rodziny Burbachów, którzy majątek pomnażali poprzez działalność kupiecką. W połowie XVIII wieku kamienicę zakupili jezuici prowincji litewskiej, wówczas została przebudowana na konwikt, po czym zaczęto nazywać ją „klasztorkiem”.

W końcu stulecia budynek zakupiła rodzina Barssów. Zasługi Franciszka spowodowały, że całą pierzeję w 1916 roku nazwano stroną Barssa.

Ulicą Celną skierujmy się w lewo, w stronę Wisły. Ulica schodzi łagodnie w dół. Za końcem ściany kamienicy skręćmy w lewo, w ulicę Brzozową. Jeszcze w XVIII wieku droga przebiegała nasypem, tuż pod murem miejskim. Podążając w kierunku ulicy Mostowej, zwróćmy uwagę, że elewacje budynków po lewej stronie wzmocnione są skarpami, mającymi formę skośnych przypór podtrzymujących mur. Jest to szczególnie ważne tu, na szczycie skarpy wiślanej, gdzie budynki należało dodatkowo zabezpieczyć przed osuwaniem się. Jednocześnie w dolnych partiach elewacji mury wzmacniają kamienie, wystające spoza lica muru.

W kamienicy przy trzecich drzwiach budynku, pod numerem 11/13, w specjalnie zaadaptowanej na cele ekspozycyjne piwnicy, od 2013 roku mieści się Centrum Interpretacji Zabytku. To miejsce, gdzie można poznać dzieje odbudowy Starego Miasta.

Jeżeli dojdziemy prawie do końca Brzozowej, po lewej stronie, za ostatnią kamienicą ulicy, po wejściu na kilkustopniowe schody w kierunku podnóża muru miejskiego, ponad ścianą z płyt piaskowca wznosi się interesujący monument. Zwyczajowo określany jest jako „Wars i Sawa” albo też „Para powstańców”. Na planie oznaczony jest między murem miasta a pasażem Brzozowa na terenie zieleni.

Praca rzeźbiarki Janiny Mireckiej, uczestniczki Powstania Warszawskiego, ma około 2 metrów wysokości i wykonana została z kamionki. Rzeźbę ustawiono tu w 1974 roku. Przedstawia parę o zdeformowanych sylwetkach, ale z realistycznymi głowami, siedzącą na murze. Postać z lewej strony trzyma w ręku instrument. Poniżej z boku, od strony kobiety, znajduje się wyrzeźbiony symbol Polski Walczącej.

Wracając ulicą Brzozową w kierunku południowym, podchodząc pod górę, mińmy z prawej strony ulicę Celną i dalej, po lewej stronie, w otwartej przestrzeni, znajdziemy taras widokowy. Na arkuszu C oznaczony jest na granicy zabudowy Starego Miasta i obszaru zieleni. To teren dawnego wysypiska śmieci, zwanego Górą Gnojną (lub Gnojową). Trafiały tu wszelkie nieczystości od początku istnienia miasta. Z miejsca tego rozchodził się okropny zapach i wysypisko starano się zlikwidować już w XVIII wieku, co dokonało się ostatecznie w 1844 roku. W latach dwudziestych XX wieku w miejscu tym stał zespół domów mieszkalnych i magazynowych Pocztowej Kasy Oszczędności, po wojnie już nieodbudowany. Dziś to teren wybrukowany, z trzema rozmieszczonymi nieregularnie klombami, ograniczony od strony widokowej metalową balustradą. Z tarasu rozciąga się widok na Wisłę i Pragę. Na jednym z klombów, obwiedzionym niskim murkiem z kamiennych płyt, znajduje się wykonany z brązu pomnik Siłacza (inne nazwy to „Z drogi”, „Precz z drogi”), zrealizowany przez Stanisława Czarnowskiego w 1908 roku. Posąg przedstawia nagiego i umięśnionego mężczyznę, ukazanego w rozkroku i w lekkim skręcie ciała w lewo, który ponad ramionami unosi gotowy do rzutu głaz. Ustawiono go tu w 1972 roku. Jego miniaturę obejrzeć można w Gabinecie Pomników Muzeum Warszawy.

Ulicą Celną powróćmy jeszcze na Rynek, by zakończyć opowieść o placu, wspominając o ostatniej południowej pierzei, która w XVII wieku nazywana była Zamkową. Po drodze z lewej strony miniemy ulicę Jezuicką i po wejściu na plac omawianą ścianę kamienic będziemy mieć z lewej strony. Z czasów wojny i Powstania Warszawskiego względnie najlepiej zachowały się dwie skrajne kamienice. Warto jednak powiedzieć jeszcze o czwartej od lewej kamienicy numer 5, w której w końcu XVI wieku mieszkał Wojciech Oczko, lekarz Zygmunta Augusta, Stefana Batorego i duchownych kapituły warszawskiej. Zasłynął również jako autor wielu rozpraw medycznych. Cechą charakterystyczną kamienicy jest wisząca nad wejściem metaloplastyczna rzeźba bazyliszka. Co ciekawe, legenda związana z bazyliszkiem, jaszczurem zamieniającym każdego w kamień, wiąże się z inną lokalizacją staromiejską – ulicą Krzywe Koło. W fasadzie kamienicy znajduje się wejście do restauracji, specjalizującej się w kuchni warszawskiej. Restauracja mieści się w zespole czterech kamienic tej strony Rynku (numery 1, 3, 5, 7).

Dziś to budynek czterokondygnacjowy, z mieszkalnym poddaszem. W środkowej osi, nad oknem pierwszego piętra, znajduje się trójkątny naczółek z płaskorzeźbą medalionową i głową mężczyzny pośrodku.

Narożna kamienica przy ulicy Świętojańskiej jest trójkondygnacyjna z poddaszem. Nazywana jest „Pod Lwem” ze względu na płaskorzeźbę lwa umieszczoną w połowie XVIII wieku w narożniku budynku (od dwóch stron) przez Ambrożego Czempińskiego, regenta metryki skarbu koronnego. Było to nawiązanie do jego herbu rodzinnego. Warto wspomnieć, że od 1915 roku mieściła się tu siedziba oficyny księgarsko-wydawniczej Jakuba Mordkiewicza, zasłużonego dla Polski wydawcy i drukarza.

W 1928 roku podczas remontu, od strony ulicy Świętojańskiej odkryto ostrołukowe wnęki sięgające piętra. Jednak wówczas zamurowano je, a fasadę udekorowano polichromią Zofii Stryjeńskiej, znanej plastyczki. Część zdobień, uzupełniona przy odbudowie, przetrwała do dziś. Po wojnie na elewacji od ulicy Świętojańskiej, na górnej kondygnacji pomiędzy oknami, kamienicę przyozdobiono zegarem słonecznym. To jeden z piękniejszych czasomierzy w Warszawie, zrealizowany według projektu Tadeusza Przypkowskiego. Wykonany został w technice sgraffito, poprzez nałożenie kolejnych kolorów tynku i miejscowo wydrapując je. Znajdują się tam znaki zodiaku oraz w tarczy słońce i planety.

Również elewacja pierwszego i drugiego piętra, w formie geometrycznych cegiełek, tworzących mur, wykonana została po wojnie w technice sgraffito. Tam pomiędzy oknami drugiej i trzeciej kondygnacji na polichromiach przedstawiono dwie kobiety niosące w dzbanach wodę. W narożu, nad trzecią kondygnacją, znajduje się rzygacz w formie głowy smoka.

Naprzeciw ściany kamienicy z zegarem znajduje się ulica Zapiecek. Zwróćmy się teraz w jej kierunku. To najkrótsza uliczka staromiejska – placyk przylegający do Rynku.

Na planie widać, że jest przedłużeniem wspomnianej już wcześniej ulicy Piekarskiej. Swojsko brzmiącą nazwę próbuje rozjaśnić legenda wspominająca człowieka, który, chcąc uniknąć kary za kradzież kiełbasy, skrył się za piecem w pobliskiej kamienicy. W XIX wieku było to bardzo głośne, rozśpiewane miejsce. Tu znajdował się targ na ptaki śpiewające i gołębie. W 1985 roku w bruku zamontowano kamienną płytę informującą przechodniów o wpisaniu Warszawskiej Starówki na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W narożnej kamienicy Stefan Wiechecki (Wiech) umiejscowił akcję książkowej restauracji „Café pod Minogą”. Dziś gastronomia, nawiązująca nazwą do placu, specjalizuje się w pierogach.

Zostawmy jednak ulicę Zapiecek po prawej stronie i wejdźmy w ulicę Świętojańską, trakt noszący nazwę od znajdującej się tu bazyliki archikatedralnej Świętego Jana.

Jej ogromne, metalowe wrota znajdziemy w bardziej otwartej części zabudowy ulicy, we wnęce po lewej stronie, za schodami do kościoła Jezuitów. Na planszy C i B4 widzimy, że archikatedra usytuowana jest pomiędzy ulicą Świętojańską, Jezuicką i Dziekanii. Ze względu na pełnioną dawniej i obecnie funkcję to najistotniejszy kościół w Warszawie i jeden z najważniejszych w Polsce. Przed ołtarzami tego najstarszego w mieście miejsca kultu modlili się nie tylko warszawscy mieszczanie, polska i litewska szlachta przyjeżdzająca na sejmy, ale także monarchowie. Ba!, tu miały miejsce tak wyjątkowe uroczystości jak koronacje królewskie czy zaprzysiężenie Konstytucji 3 maja, o czym przypomina obraz Jana Matejki. Przed zniszczeniem świątyni w 1944 roku znajdowało się tu wiele nagrobków zamożnej szlachty i mieszczan. Niemal całkowite unicestwienie katedry, podobnie jak i Starego Miasta, stało się symbolem wandalizmu. Na dowód tego w południowej ścianie odbudowanej świątyni umieszczono gąsienicę czołgu, który podczas Powstania Warszawskiego niszczył jej mury.

Z zagłady przetrwał ewakuowany z kaplicy krzyż, tzw. Baryczkowski, który kilkaset lat wcześniej możny mieszczanin warszawski Jerzy Baryczka sprowadził z Norymbergi, upiększając świątynię. To także ważne miejsce pamięci i jedna z narodowych nekropolii. W podziemiach znajduje się nagrobek ostatnich książąt mazowieckich, sarkofag Stefana Wyszyńskiego, Henryka Sienkiewicza, prezydenta Gabriela Narutowicza i Ignacego Mościckiego.

W czasie pielgrzymek do ojczyzny papież Jan Paweł II miejsce to odwiedził aż 6 razy. Tu odbywały się msze święte kolejnych miesięcznic tragedii smoleńskiej. Wychodząc, warto jeszcze zatrzymać się przy drzwiach wejściowych. Wśród różnych biblijnych scen uwiecznionych w metalu są tam również różne wizerunki orłów oraz syren, herbu Warszawy. Po wojnie świątynię odbudowano w stylu gotyku nadwiślańskiego. Fasada nie jest otynkowana. Pomiędzy dwoma masywnymi przyporami znajduje się profilowany, w formie ceglanych wałków, portal gotycki. Powyżej – wysokie okno. Jeszcze wyższe okna znajdują się po bokach skarp. Ponad dekoracyjnym fryzem, zawierającym w kwadratowych zagłębieniach różnorodne przedstawienia o tematyce chrześcijańskiej, znajduje się wysoki szczyt. Pomiędzy profilowanymi w formie schodkowej sterczynami znajdują się tynkowane na płasko białe blendy. W trzech środkowych polach znajdują się trzy tablice wykonane z szarego kamienia, prezentujące płaskorzeźby związane ze świątynią, między innymi głowa Jana Chrzciciela na misie.

Jeśli cofniemy się w kierunku Rynku, tuż przed farą świętojańską zobaczymy wznoszącą się, wciśniętą nieco pomiędzy nią a blok dawnej zabudowy mieszczańskiej, wąską fasadę kościoła Jezuitów, pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Łaskawej. Do wejścia prowadzą równoległe do budynku schody. Jezuici osiedli w Starej Warszawie w zbudowanym na tyłach klasztorze w 1598 roku, czyli wkrótce po tym, jak Zygmunt III przybył tu na sejm 1596 roku i pozostał już na stałe ze swoim dworem w Warszawie. W drugiej kolejności powstał kościół, którego budowa rozpoczęła się w 1609, a zakończyła się w 1626 roku. Stanął on na miejscu przejętych przez jezuitów i zburzonych kamienic mieszczańskich. Po zrealizowaniu świątyni stale ją upiększano, w efekcie czego stała się jednym z najbogatszych obiektów sakralnych Mazowsza. W czasach Władysława IV była ona w pewnym sensie kościołem dworskim, ale przychodziła tu również szlachta i warszawscy mieszczanie. Czasy świetności kościoła przerwała kasata jezuitów w 1773 roku. Od tego czasu miejscem tym dysponowały różne zakony (między innymi benonici, paulini i pijarzy) i instytucje, przechodząc ostatecznie pod zarząd sąsiadującej kolegiaty. Jezuici powrócili tu dopiero po 1918 roku. W Powstaniu Warszawskim kościół został wysadzony w powietrze. Jego odbudowę, wobec rozlicznych problemów, ukończono dopiero w 1973 roku. Podczas prac rekonstrukcyjnych natrafiono na dawne mieszczańskie piwnice. Odkopano ich górne partie, przeprowadzając konserwacje. Dolne ich części do tej pory nie zostały spenetrowane. Kościół jest orientowany i utrzymany w charakterze manierystyczno-barokowym. Przed wejściem do kościoła, po lewej stronie na szerokiej ławie, znajduje się kamienna rzeźba niedźwiedzia dłuta Jana Jerzego Plerscha. Zwierzę, któremu towarzyszył zniszczony w 1944 roku lew, jest pamiątką czasów, kiedy gospodarzami w świątyni byli pijarzy. Za nim znajduje się wejście do przedsionka, nad którym w niszy znajduje się nowy posąg Najświętszej Panny Maryi Łaskawej. W przeciwieństwie do bazyliki, fasada jezuitów jest tynkowana. Posiada trzy osie oraz wysoki szczyt, który rozczłonkowany jest na trzy części, dzielone uproszczonymi pilastrami. Górne kondygnacje oraz zwieńczenie ujęte zostały trójkątnymi spływami i flankowane postumentami z obeliskami. Ponad szczytem znajduje się ośmioboczna latarnia z iglicą i krzyżem. Poszczególne kondygnacje fasady podzielone zostały przez wydatne, rozłamane gzymsy. Fasada jest rozczłonkowana wspartymi na cokołach korynckimi pilastrami w wielkim porządku, które objęły także naroże. Pomiędzy pilastrami znajdują się brązowe drzwi z rzeźbami Madonny i dwóch aniołów, które wykonał dla jezuitów w 2009 roku Igor Mitoraj. Absydę kościoła przykrywa kopuła. Przy niej, od północy, wyrastają ponad dachami klasztoru cztery kondygnacje wysokiej smukłej wieży, która ma 65 metrów. Poszczególne części rozdzielone są gzymsami – dwie dolne kwadratowe, dwie górne ośmioboczne. Wnętrze kościoła to jednonawowy korpus prostokątny, oparty na konstrukcji czterech przęseł.

Z oryginalnych zabytkowych rzeczy pozostało bardzo niewiele i wnętrze jest bardzo oszczędne, jeśli chodzi o wyposażenie sakralne. W ołtarzu głównym znajduje się słynący łaskami obraz Matki Bożej Łaskawej, patronki Warszawy.

Przy prezbiterium, z północnej strony, znajduje się kaplica Pana Jezusa.

Z ulicy Świętojańskiej skierujmy się w lewo, za bazylikę Świętego Jana, przedostając się przejściem pod dzwonnicą w ulicę Dziekania. Po lewej stronie, za trzecią skarpą w przyziemiu, w niewielkim zagłębieniu, znajduje się wmurowany fragment gąsienicy niemieckiego pojazdu, który przyczynił się do zniszczenia świątyni. Po prawej stronie, w boniowanej bramie piętrowego budynku z trójkątnym naczółkiem, znajduje się wejście do Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. Znajdują się tam cenne obrazy polskich malarzy (Malczewskiego, Wyspiańskiego, Pankiewicza) o tematyce religijnej, a także zbiory tkanin liturgicznych, złotnictwa, rzeźby gotyckiej. Częścią wystawy stałej jest ekspozycja pamiątek związanych ze Stefanem kardynałem Wyszyńskim.

Po przejściu pod nadziemną galerią, łączącą prezbiterium bazyliki Świętego Jana z dawnymi zabudowaniami Zamku Królewskiego, udajmy się w lewo, za prezbiterium kościoła, na niewielką uliczkę Kanonię. Na ścianie królewskiego ganku-galerii po lewej stronie znajduje się osiemnastowieczna oryginalna kamienna tablica z nazwą ulicy – Kanonie. W rzeczywistości, ten niewielki trójkątny placyk to teren dawnego cmentarza parafii świętojańskiej (zamknięty ostatecznie w 1780 roku), do której należała Stara Warszawa. Nazwa przestrzeni pochodzi od księży kanoników, którzy zamieszkiwali znajdujące się tu 12 kamieniczek. Odbudowane po pożarze w 1607 roku w stylistyce wczesnobarokowej budynki zostały w znacznym stopniu zniszczone w 1944 roku. Dzisiejszy wygląd fasad nawiązuje do początku XVII wieku. Domy przy Kanonii, w przeciwieństwie do reszty zabudowy staromiejskiej, zachowały układ szczytowy, charakterystyczny dla zabudowy miast północnej Europy. Na prawo od ulicy Kanonia, w północno-wschodnim narożu placu, gdzie kamienice stykają się względem siebie pod kątem ostrym, stoi najwęższa kamieniczka na Starym Mieście (fasada ma 2 metry szerokości), która ma kształt klina i szeroką fasadę od strony Wisły. Pośrodku placu w 1972 roku ustawiono dzwon odlany w Warszawie w roku 1646 przez Daniela Tyma, ludwisarza, który odlał warszawski posąg króla Zygmunta III Wazy. Przeznaczony był on dla kościoła Jezuitów w Jarosławiu, gdzie najwyraźniej nigdy nie dotarł. Znajdują się na nim wizerunki Chrystusa, Matki Bożej i Jana Chrzciciela. Po drugiej stronie widnieją: postać Chrystusa i kartusz z czterema herbami oraz informacje o fundatorze dzwonu, Janie Mikołaju Daniłowiczu. Na dole umieszczony jest łaciński werset z psalmu 150: „Chwalcie Go na cymbałach dźwięcznych, wszelki duch niech chwali Pana”. Dzwon, pomimo że stoi tu zaledwie niespełna pół wieku, doczekał się swojej legendy. Podobno, jeśli tylko zamkniemy oczy, pomyślimy życzenie i trzymając się dzwonu trzy razy obiegniemy dookoła nieruchomego przedmiotu, spełni się nasze życzenie. Z Kanonii wejdźmy w jej przedłużenie na północ, w ulicę Jezuicką. Nazwę zawdzięcza oczywiście jezuitom. Po lewej stronie, wzdłuż ulicy ciągną się dawne zabudowania konwiktu jezuickiego. Po odbudowie Starego Miasta ulokowano tu komisariat Milicji Obywatelskiej.

12 maja 1983 roku na placu Zamkowym milicja zatrzymała świętującego zdanie matury Grzegorza Przemyka. Dotkliwe pobicie osiemnastolatka na posterunku przy ulicy Jezuickiej doprowadziło do śmierci mężczyzny. W 2012 roku, na drugim od bramy wjazdowej pilastrze, pomiędzy oknami, odsłonięto tablicę upamiętniającą śmiertelnie pobitego maturzystę i poetę.

Ulicą Jezuicką wróćmy do placu Kanonii i dalej prosto ulicą Kanonia udajmy się w stronę placu Zamkowego. Przechodząc przez bramę, kryjącą na górze przejście, idąc wąską uliczką, znajdziemy po lewej stronie Urząd Stanu Cywilnego m.st. Warszawy i tzw. Pałac Ślubów. To trzykondygnacyjny budynek, część dawnego wschodniego skrzydła Zamku Królewskiego. Obok wejścia za pierwszym oknem znajduje się tablica upamiętniająca malarza Marcella Bacciarellego.

Idźmy teraz do końca uliczki, aż dojdziemy przed północną fasadę Zamku Królewskiego. Następnie skręćmy w prawo, by, obchodząc budynek, dostać się do głównej części placu Zamkowego przed frontową fasadę Zamku. Kształt budowli pokazuje nam plansza C po wschodniej stronie, tuż przy łączeniu dwóch arkuszy. Pierwsze bryły zamku książąt mazowieckich stanęły tu już w momencie lokacji miasta w XIV wieku. Przez kolejne wieki, począwszy od książąt mazowieckich po kolejnych monarchów Rzeczypospolitej, a później władców w okresie Królestwa Polskiego, poszczególne części Zamku były przebudowywane i rozbudowywane. Kształt dzisiejszego pięcioboku Zamek uzyskał na przełomie XVI i XVII wieku, w wyniku przebudowy przeprowadzonej przez Zygmunta III Wazę. Zmiany w wyglądzie fasad i wnętrz zamkowych przeprowadzane były przez kolejnych gospodarzy Zamku. W 1939 roku gmach został zbombardowany przez samoloty niemieckie. Wtedy,17 września 1939 roku, wskazówki zegara na wieży Zamkowej zatrzymały się na godzinie jedenastej piętnaście. Okupanci nie pozwolili na odbudowę Zamku. Niemieccy architekci opracowujący projekty przebudowy Warszawy wyrysowali w tym miejscu ogromną halę ludową. Do realizacji projektu nie doszło. Na przełomie lat 1939 i 1940 w murach Zamku Niemcy nawiercili otwory, przygotowując budowlę do wysadzenia. Ostatecznie stało się to pod koniec Powstania Warszawskiego. Pozostała wysoka góra gruzu.

W 1971 roku rozpoczęto rekonstrukcję obiektu, którą ukończono w 1984 roku w formie barokowo-klasycystycznej. Pomimo że Zamek uległ niemal całkowitej destrukcji, to jednak do jego rekonstrukcji wykorzystano wiele oryginalnych elementów. Dziś pełni funkcje reprezentacyjne i muzealne. Większość wnętrz „Zamku Królewskiego w Warszawie – Muzeum. Rezydencji Królów i Rzeczypospolitej” została udostępniona zwiedzającym. Poszczególne wnętrza nawiązują wystrojem do czasów różnych gospodarzy gmachu – Zygmunta III czy Stanisława Augusta. Od placu Zamkowego, jak i od pozostałych stron, Zamek posiada trzykondygnacyjne fasady oraz wysoki dach pokryty czerwoną dachówką. Pośrodku dwudziestoosiowej fasady Zamku wznosi się wysoka pięciokondygnacjowa wieża na planie kwadratu, przykryta lekko wyciągniętym hełmem, krytym miedzianą blachą, nad którym góruje iglica. To Wieża Zygmuntowska. W jej parterze znajduje się boniowana brama wjazdowa. Ponad nią, cztery kondygnacje z pojedynczym oknem przyozdobione zostały prostymi pilastrami.

W czwartej kondygnacji znajduje się herb królewski Zygmunta III, ponad nim, powyżej okna piątej kondygnacji, umieszczono zegar o złoconej tarczy. Wygląd niemal wszystkich elewacji zewnętrznych utrzymany jest w surowym charakterze, w duchu baroku północy. Zamek Królewski ma niezwykłą, długą i skomplikowaną historię i w ciągu wieków miał ciekawych mieszkańców. Historię obiektu, znajdujących się w nim pamiątek oraz związanych z nimi ludzi można poznać we wnętrzach zamkowych. Od 2008 roku, codziennie o jedenastej piętnaście, na pamiątkę zniszczenia Zamku we wrześniu 1939 roku, z zegarowej wieży trębacz odgrywa hejnał warszawski. To utwór oparty na motywach „Warszawianki” i „Marszu Mokotowa”. Skomponował go w 1995 roku profesor Zbigniew Bagiński z Akademii Muzycznej w Warszawie. Przechodząc do wnętrza rezydencji, kończymy trasę zwiedzania. Jesteśmy blisko punktu, gdzie zaczęliśmy trasę. W okolicy położone są przystanki, z których lokalizacja została opisana na początku rozdziału. Idąc od wyjścia z Zamku w lewo, na południe, po minięciu z lewej strony jego głównej fasady, znajdziemy przed sobą schody w dół prowadzące do trasy W–Z. Można również od wyjścia z budynku pójść na skos w lewo przez deptak, przy którym z prawej strony za Kolumną Zygmunta znajdziemy kamienicę Johna ze schodami ruchomymi; można nimi zjechać do poziomu wymienionej wcześniej ulicy. Pasażem dalej prosto na południe możemy natomiast dojść do przystanków autobusowych na Krakowskim Przedmieściu, odwracając trasę z przystanków opisanych na początku rozdziału.