wersja kontrastowa


2. Wojna obronna Polski 1 września –5 października 1939 roku

 

2.

WOJNA OBRONNA POLSKI

1 WRZEŚNIA–5 PAŹDZIERNIKA 1939 ROKU

(MAPA 2.) (MAPA 3.)

 

KALENDARIUM WYDARZEŃ

 

  • 1 września 1939 – około godziny 4:40 niemieckie bomby spadają na Wieluń, a kilka minut później pancernik „Schleswig-Holstein” otwiera ogień w stronę polskiej placówki na Westerplatte w Gdańsku. Rozpoczyna się II wojna światowa;
  • 3 września 1939 – Wielka Brytania i Francja wypowiadają wojnę Niemcom, Wehrmacht wkracza do Katowic;
  • 6 września 1939 – Niemcy zajmują Kraków, w centrum kraju ulega rozbiciu Armia „Prusy” Naczelny Wódz wydaje rozkaz odwrotu na „przedmoście rumuńskie”;
  • 8 września 1939 – czołgi niemieckiej 4. Dywizji Pancernej docierają do Warszawy i próbują zdobyć miasto z marszu;
  • 9 września 1939 – rozpoczyna się polskie kontruderzenie nad Bzurą – największa bitwa wojny obronnej Polski;
  • 12 września 1939 – podczas konferencji w Abbeville przedstawiciele Francji i Wielkiej Brytanii uzgadniają ostatecznie wstrzymanie jakichkolwiek akcji przeciw Niemcom;
  • 17 września 1939 – Armia Czerwona wkracza w granice Rzeczypospolitej. W nocy z 17 na 18 września prezydent, rząd i Naczelny Wódz przekraczają granicę rumuńską;
  • 19 września 1939 – kapitulują obrońcy Kępy Oksywskiej koło Gdyni. Rozpoczyna się obrona Grodna przed Sowietami;
  • 20 września 1939 – kończy się bitwa nad Bzurą;
  • 25 września 1939 – potężne bombardowanie Warszawy, tak zwany lany poniedziałek;
  • 27 września 1939 – w oblężonej Warszawie zapada decyzja o kapitulacji oraz zostaje utworzona konspiracyjna Służba Zwycięstwu Polski;
  • 28 września 1939 – kapitulacja Warszawy;
  • 2 października 1939 – kapitulują obrońcy Półwyspu Helskiego;
  • 5 października 1939 – SGO „Polesie” składa broń pod Kockiem, w Warszawie Hitler przyjmuje defiladę zwycięskiego Wehrmachtu – kończy się kampania wrześniowa.

 

W połowie lat trzydziestych XX wieku mogło się wydawać, że bezpieczeństwo Polski w Europie jest zagwarantowane. Zawarty w 1934 roku na 10 lat układ o nieagresji z ZSRS oraz podpisana z Niemcami w tym samym roku deklaracja o niestosowaniu przemocy miały chronić granice państwa polskiego. Jednak już wtedy marszałek Józef Piłsudski dostrzegał, że taki stan rzeczy nie może trwać zbyt długo.

W 1934 roku, w czasie narady w wąskim gronie zaufanych współpracowników, miał powiedzieć: „Mając te dwa pakty, siedzimy na dwóch stołkach [...]. Musimy wiedzieć [...] z którego spadniemy najpierw i kiedy”.

Po śmierci Piłsudskiego jego następca marszałek Edward Śmigły-Rydz odziedziczył wojsko w nie najlepszym stanie. Kryzys gospodarczy oraz polityka poprzednika sprawiły, że w polskiej armii dominowały piechota i kawaleria. Wojska zmechanizowane oraz lotnictwo pozostawały daleko w tyle. Sztab Generalny miał opracowane założenia ewentualnej wojny ze wschodnim sąsiadem, ale brakował o planów operacyjnych w razie ewentualnego konfliktu z Niemcami. A tymczasem sytuacja w Europie zmieniała się błyskawicznie.

W 1936 roku marszałek Śmigły-Rydz uzyskał w czasie pobytu we Francji wsparcie dla polskiego programu rozwoju sił zbrojnych. Odnowiono wówczas sojusz z 1921 roku oraz uzyskano zapewnienie, że Francja udzieli Polsce wysokiej pożyczki na rozwój zbrojeń. Niestety, do 1939 roku Francja spełniła swoje zobowiązania zaledwie w 15 procentach...

Liczono również na to, że w razie wojny Francja wystąpi aktywnie przeciw Niemcom. Polskie dowództwo nie wierzyło, aby Wojsko Polskie mogło odnieść samodzielnie sukces w wojnie obronnej, dlatego szukało innego rozstrzygnięcia. W maju 1939 roku wspólnie ze sztabem francuskim ustalono, że w razie ataku Niemiec na Polskę pierwsze operacje Francuzi podejmą już trzeciego dnia konfliktu, a generalna ofensywa ruszy na Niemcy dwa tygodnie po przystąpieniu Francji do wojny.

Jednocześnie, zdając sobie sprawę ze słabości własnych sił, starano się przekonać społeczeństwo, że Polska jest gotowa na odparcie agresji niemieckiej. Hasła „Silni, zwarci, gotowi” czy „Nie oddamy nawet guzika” budziły entuzjazm i wiarę w moc polskiego oręża. Wzywano do ofiarności na rzecz dozbrojenia armii. Na powstały w 1936 roku Fundusz Obrony Narodowej zaczęły wpływać hojne dary. Ludzie przekazywali nie tylko pieniądze, lecz również biżuterię i inne cenne przedmioty. Za zebrane środki kupowano uzbrojenie dla wojska. Kilkudziesięciu ochotników zgłosiło się, aby służyć za żywe torpedy.

W lecie 1939 roku sytuacja stała się tak napięta, że polskie oddziały opuściły swoje garnizony i zajęły pozycje wzdłuż granicy niemieckiej. Także nieliczne siły powietrzne przerzucono na lotniska polowe. Dowództwo polskie zakładało, że pod broń uda powołać się około 1,5 miliona żołnierzy. Założeń tych nie udało się jednak zrealizować, między innymi z powodu nacisków sojuszników Polski, którzy nalegali, aby poprzez powszechną mobilizację nie prowokować strony niemieckiej.

Rozmieszczenie polskich pozycji obronnych od początku wzbudzało liczne wątpliwości. Z wojskowego punktu widzenia najbardziej korzystne byłoby porzucenie części ziem leżących na zachód od Wisły i zorganizowanie obrony na linii wielkich rzek – przede wszystkim Wisły i Sanu. Na tych pozycjach można było wówczas oczekiwać na zwycięską ofensywę francuską. Obawiano się jednak, że oznaczałoby to oddanie w ręce niemieckie bez walki wszystkich terytoriów spornych. Mogłoby to doprowadzić do zatrzymania działań niemieckich i międzynarodowych prób narzucenia pokoju, jak miało to miejsce w Monachium w 1938 roku. Dlatego zdecydowano się na rozwiązanie podyktowane względami politycznymi. Wojska ustawiono wzdłuż granicy, co spowodowało nadmierne rozciągnięcie sił. Polskie regulaminy zakładały, że dywizja piechoty (około 16 tysięcy żołnierzy) jest w stanie skutecznie bronić odcinka o długości bliskiej 20 kilometrów. Tymczasem większości polskich dywizji wyznaczono zadania obrony pasa o długości nawet do 100 kilometrów, co było zadaniem niewykonalnym.

Całością obrony dowodził Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz. Miał on do dyspozycji osiem armii i dwie grupy operacyjne. Obronę wybrzeża powierzono Grupie Obrony Wybrzeża, w skład której wchodziły polskie siły na Helu i wokół Gdyni oraz część okrętów (kontrtorpedowiec „Wicher”, stawiacz min „Gryf” oraz pięć okrętów podwodnych: nowoczesne „Orzeł” i „Sęp” oraz starsze „Wilk”, „Ryś” i „Żbik”). Tuż przed wybuchem wojny do Wielkiej Brytanii odesłano kontrtorpedowce „Burza”, „Błyskawica” i „Gryf”. Obronę wybrzeża powierzono kontradmirałowi Józefowi Unrugowi.

Wsparcia obrońcom wybrzeża miała udzielić Armia „Pomorze” generała Władysława Bortnowskiego, której siłę stanowiło pięć dywizji piechoty oraz brygada kawalerii. Atakowi z Prus Wschodnich na Warszawę miała zapobiec Armia „Modlin” generała Emila Przedrzymirskiego-Krukowicza. Armię tworzyły dwie dywizje piechoty i dwie brygady kawalerii. Takie samo zadanie otrzymała również Samodzielna Grupa Operacyjna „Narew”. Jej dowódca generał Czesław Młot-Fijałkowski miał do dyspozycji także dwie dywizje piechoty i dwie brygady kawalerii. Obronę Wielkopolski powierzono Tadeuszowi Kutrzebie, najzdolniejszemu z polskich generałów. Dowodzona przez niego Armia „Poznań” miała cztery dywizje piechoty i dwie brygady kawalerii. Na południe od Armii „Poznań” swoje pozycje zajęła Armia „Łódź” generała Juliusza Rómmla. Tworzyło ją pięć dywizji piechoty oraz dwie brygady kawalerii. Obrona Śląska i Małopolski przypadła najsilniejszemu polskiemu związkowi operacyjnemu, czyli Armii „Kraków”. Miała ona w swym składzie siedem dywizji piechoty, brygadę kawalerii oraz jedyną w Wojsku Polskim w pełni sformowaną brygadę pancerno-motorową. Siły te powierzono generałowi Antoniemu Szyllingowi. Do obrony Podkarpacia wyznaczono Armię „Karpaty”.Stojący na jej czele generał Kazimierz Fabrycy miał jednak do dyspozycji zaledwie dwie brygady górskie.

Na południe od Warszawy skoncentrowano oddziały, które miały być odwodem Naczelnego Wodza. Siły te nazwano Armią „Prusy”, a ich dowodzenie powierzono generałowi Stefanowi Dąb-Biernackiemu. Odwód liczył osiem dywizji piechoty i brygadę kawalerii. Dalsze odwody formowano na wschód od Bugu, gdzie wyznaczono punkty zborne dla kolejnych rezerwistów. Liczono, że siły te osiągną stan 300 tysięcy żołnierzy.

Całość polskich sił wspierało 800 lekkich czołgów i tankietek, które były rozsiane po całym froncie. Dodatkowo Polacy mogli wykorzystać blisko 400 samolotów i 4300 dział.

Naprzeciw armii polskiej Wehrmacht wystawił blisko 1,8 miliona żołnierzy niemieckich i około 50 tysięcy słowackich. Mieli oni do dyspozycji prawie 2800 czołgów, 2000 samolotów i ponad 10 tysięcy dział. Niemcy skoncentrowali swoje siły do ataku na dwóch kierunkach. Na północy, przez Pomorze i z Prus Wschodnich ku Warszawie, nacierać miała Grupa Armii „Północ” (dowódca: generał pułkownik Fedor von Bock, skład: 3. i 4. Armia, 1. Flota Powietrzna; razem szesnaście dywizji piechoty, trzy dywizje pancerne, w tym jeden pułk SS, dwie dywizje piechoty zmechanizowanej, brygada kawalerii), a na południu, przez Śląsk i Małopolskę ku stolicy Polski, postępować miała Grupa Armii „Południe” (dowódca: generał piechoty Johannes Blaskowitz, skład: 8. 10. i 14. Armia oraz 4. Flota Powietrzna, razem dwadzieścia pięć dywizji piechoty, w tym trzy słowackie, cztery dywizje pancerne, sześć dywizji lekkich i zmechanizowanych, dywizja spadochronowa, dywizja górska, dwa zmechanizowane pułki SS; w odwodzie Wehrmachtu pozostawały jeszcze dwie dywizje górskie oraz pięć dywizji piechoty). Atak miał zostać przeprowadzony według nowej taktyki, opracowanej przez generała wojsk pancernych Heinza Guderiana. Nazwano ją Blitzkrieg – wojna błyskawiczna – i zakładała ona, że główne ataki miały wykonać wojska pancerne skupione w potężnych ugrupowaniach, a wsparcia miały udzielić im siły powietrzne, zwłaszcza bombowce nurkujące. Decydujący atak poprzedzał zmasowany ostrzał artyleryjski i nalot bombowy. Czołgi, po przełamaniu frontu w wybranym punkcie, miały wyjechać na tyły obrońców, zamykając ich w okrążeniu.

Niemcy zaatakowali o świcie 1 września 1939 roku. Przyjmuje się, że pierwsze niemieckie bomby spadły na uśpiony Wieluń, ale prawdopodobnie pierwszym celem niemieckiego ataku były polskie pozycje wokół niezwykle ważnego strategicznie mostu w Tczewie. Wkrótce potem niemieckie bombowce zrzuciły swoje ładunki na inne miasta i główne węzły komunikacyjne. Nalot na Warszawę został jednak odparty przez polskie samoloty myśliwskie z Brygady Pościgowej.

W Gdańsku wybuch wojny obwieściły działa pancernika „Schleswig-Holstein”, który otworzył ogień na polską Wojskową Składnicę Tranzytową na Westerplatte, rozpoczynając tym samym heroiczną siedmiodniową obronę polskiej placówki. Jednocześnie niemieckie oddziały szturmowe zaatakowały budynek Poczty Polskiej. Tam bój trwał 12 godzin.

Oddziały polskie wszędzie stawiały od początku zdecydowany, choć nie zawsze skuteczny opór. Na Pomorzu nierówną walkę podjęły załogi Helu oraz Gdyni. Niemcom udało się jednak szybko przełamać stanowiska Armii „Pomorze” w Borach Tucholskich i zmusić ją do dramatycznego odwrotu. Osłaniać miał go 18. Pułk Ułanów Pomorskich, który 1 września w bohaterskiej szarży pod Krojantami wzbudził panikę w szeregach niemieckiej piechoty. Niestety, pojawienie się niemieckich sił pancernych doprowadziło do masakry Ułanów Pomorskich, ale niemieccy żołnierze jeszcze długo obawiali się nagłego pojawienia się polskiej kawalerii.

Tego samego dnia pod Mokrą koło Częstochowy żołnierze Wołyńskiej Brygady Kawalerii starli się z niemiecką 4. Dywizją Pancerną. Spieszeni ułani, wsparci ogniem artylerii i pociągiem pancernym, przez cały dzień stawiali skuteczny opór czołgom, niszcząc ponad 40 z nich i uszkadzając wiele pozostałych.

Pierwszy dzień wojny zapoczątkował trzydniowe zacięte walki nad Mławą, gdzie niemiecki atak natrafił na linię polskich bunkrów oraz na Śląsku, gdzie oddziały Armii „Kraków”, wspierane przez byłych powstańców śląskich oraz harcerzy, do 3 września broniły dostępu do Katowic. W czasie walk granicznych, zwłaszcza na Śląsku i Pomorzu, Wojsko Polskie było często atakowane przez niemieckich dywersantów. Wyjątkowy przebieg miały wydarzenia w Bydgoszczy, gdzie 3 września ubrani po cywilnemu Niemcy ostrzelali wycofujące się polskie oddziały. W odwecie doszło do kilku wypadków samosądów nad złapanymi z bronią dywersantami, a potem żołnierze polscy oraz bydgoscy Polacy rozstrzelali na mocy wyroków sądów wojennych około 300 Niemców, z których część schwytano z bronią w ręku. Propaganda niemiecka nazwała te wydarzenia „krwawą niedzielą” i przedstawiała je jako przykład polskich zbrodni wojennych. W odwecie kilka dni później Niemcy wymordowali ponad 1500 mieszkańców miasta.

Londyn i Paryż początkowo zdecydowały się na interwencję dyplomatyczną, żądając od Hitlera natychmiastowego wycofania wojsk z Polski. Dopiero 3 września rząd brytyjski, a po nim francuski wypowiedziały wojnę Hitlerowi. Deklaracja ta wywołała entuzjazm w Polsce. Z radością powtarzano niesprawdzone informacje, jakoby bombowce brytyjskie zaatakowały Niemcy, a armia francuska wkroczyła do Nadrenii.

Jednak wbrew nadziejom Polaków sojusznicy nie przystąpili do zdecydowanych działań. Ograniczyli się do lokalnych akcji ofensywnych na granicy francusko-niemieckiej oraz do zrzucania ulotek nad niemieckimi miastami. Jedyną konkretną formą pomocy było wysłanie do Rumunii statku z bronią, który zresztą został wkrótce zawrócony. Ostateczna decyzja o pozostawieniu Polski samej sobie zapadła podczas konferencji w Abbeville 12 września, gdzie przedstawiciele Francji i Wielkiej Brytanii uzgodnili ostatecznie wstrzymanie jakichkolwiek akcji przeciw Niemcom. Tym samy na Zachodzie rozpoczęła się tak zwana dziwna wojna, nazywana również przez Niemców „wojną siedzącą”.

Polska musiała kontynuować walkę samotnie. Niemiecka przewaga techniczna i sposób prowadzenia wojny zadecydowały o wyniku walk granicznych. Po trzech dniach oporu doszło do przełamania polskich pozycji pod Częstochową, na Śląsku i pod Mławą. Wojska polskie rozpoczęły odwrót, który w większości przypadków przybrał rozmiary chaosu i paniki. Pobita Armia „Łódź” naciskana przez niemieckie wojska pancerne i ustawicznie bombardowana z powietrza, rozpoczęła bezładny odwrót, spotęgowany opuszczeniem jej przez dowódcę. Mająca wspierać ją Armia „Prusy” – fatalnie dowodzona, a wkrótce tak samo porzucona przez generała Dęba-Biernackiego – także została rozbita w ciężkich walkach pod Tomaszowem Mazowieckim. W tej sytuacji marszałek Śmigły-Rydz oraz Prezydent Mościcki zdecydowali się ewakuować władze polskie do Brześcia Litewskiego. Uczyniono to właściwie w ostatniej chwili, gdyż 8 września na ulicach stolicy pojawiły się pierwsze czołgi niemieckiej 4. Dywizji Pancernej. Ich atak został jednak powstrzymany przez obrońców warszawskiej Ochoty i Woli.

Szybkie dotarcie do Warszawy przekonało naczelne dowództwo Wehrmachtu, że kampania w Polsce jest już pomyślnie rozstrzygnięta. Niespodziewanie jednak Polacy zdecydowali się przejąć inicjatywę i zaatakować agresora. W nocy z 8 na 9 września marszałek Śmigły-Rydz wysłał drogą radiową generałowi Kutrzebie zgodę na atak Armii „Poznań” na maszerujące ku Warszawie kolumny wroga. Oddziały Kutrzeby jak dotąd nie brały udziału w boju. Opuściły swoje pozycje w Wielkopolsce i cofały się w porządku w stronę Warszawy, bowiem Niemcy całkowicie przeoczyli istnienie tak dużej polskiej formacji. Żołnierze Armii „Poznań” pałali żądzą walki i nie mogli doczekać się spotkania z wrogiem. W ataku miały ich wesprzeć częściowo rozbite siły Armii „Pomorze” generała Bortnowskiego.

Polskie uderzenie całkowicie zaskoczyło Wehrmacht. W rejonie Łowicza i Łęczycy wywiązała się niezwykle krwawa i zacięta bitwa, która przeszła do historii jako bitwa nad Bzurą. Początkowo siły polskie odnosiły spore sukcesy. Wkrótce jednak zaczęło im brakować amunicji, a Niemcy ściągali na pole walki coraz to nowe jednostki, zwłaszcza siły pancerne i lotnictwo. Po kilku dniach polska ofensywa załamała się, a oddziały Armii „Poznań” i „Pomorze” z wielkimi stratami (poległo między innymi trzech generałów) wycofały się w stronę Warszawy. W czasie odwrotu miała miejsce druga najsłynniejsza szarża ułańska w czasie kampanii 1939 roku – 19 września 14. Pułk Ułanów Jazłowieckich uderzył na niemieckie pozycje pod Wólką Węglową, otwierając sobie szablami drogę do Warszawy. Dzień później, 20 września bitwa nad Bzurą wygasła. Była największym starciem wojsk polskich w II wojnie światowej.

Tymczasem o świcie 17 września, w myśl ustaleń paktu Ribbentrop–Mołotow, Armia Czerwona wkroczyła na ziemie polskie. Wieść o tym wydarzeniu zastała marszałka Śmigłego-Rydza nad granicą z Rumunią, skąd szykował się do kierowania walkami na tak zwanym przedmościu rumuńskim. Atak sowiecki zniweczył te plany. Śmigły zdał sobie sprawę, że kampania jest w tym momencie definitywnie przegrana. Dlatego wydał rozkaz, w którym nakazał swoim żołnierzom, aby przebijali się ku Węgrom lub Rumunii, podejmując walkę z Sowietami jedynie w razie prób rozbrojenia lub działań zaczepnych. W nocy z 17 na 18 września, wobec zbliżania się nieprzyjaciela, prezydent, rząd oraz Naczelny Wódz przekroczyli granicę polsko-rumuńską. Celem ich podróży miała być sojusznicza Francja, gdzie zamierzano odtworzyć Wojsko Polskie i kontynuować walkę. Niestety, wbrew wcześniejszym obietnicom, na terenie teoretycznie sojuszniczej Rumunii przywódcy polscy zostali internowani.

Armia Czerwona do ataku na Polskę użyła blisko pół miliona żołnierzy, prawie 5 tysięcy czołgów, blisko 3 tysiące samolotów oraz ponad 5 tysięcy dział. Opór najeźdźcy mogły stawiać jedynie słabo uzbrojone jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) oraz nieliczne oddziały Wojska Polskiego. Do rangi symbolu urosła obrona Grodna, gdzie do walki z wkraczającymi Sowietami przystąpiła młodzież, atakując wrogie czołgi butelkami z benzyną. 22 września Sowietom poddał się Lwów, skutecznie broniący się dotychczas przed Niemcami. Do braterskiego spotkania Armii Czerwonej z jednostkami niemieckimi doszło w Brześciu nad Bugiem, gdzie 23 września odbyła się wspólna defilada obu armii.

Po klęsce w bitwie nad Bzurą i wkroczeniu armii sowieckiej los Polski został przesądzony. 19 września na Wybrzeżu skapitulowali bohaterscy obrońcy Oksywia, a 2 października poddał się garnizon na Helu. W trwającej od 17 do 26 września bitwie pod Tomaszowem Lubelskim rozstrzygnął się los resztek Armii „Kraków” i utworzonej 4 września Armii „Lublin” generała Tadeusza Piskora. Ich oddziały musiały złożyć broń. Dwa dni później skapitulowała Warszawa.

Stolica Polski od 8 września skutecznie opierała się Niemcom. Obrońcom brakowało amunicji, lekarstw i żywności. Do decyzji o kapitulacji przyczynił się przede wszystkim zmasowany ostrzał artyleryjski oraz naloty bombowe, zwłaszcza wyjątkowo ciężki nalot w poniedziałek 25 września, nazwany przez mieszkańców stolicy „lanym poniedziałkiem”. Doprowadził on do upadku morale i wysokich strat wśród warszawiaków. W gruzy obróciły się znaczne obszary miasta. W tej sytuacji dowodzący obroną generał Juliusz Rómmel podjął decyzję o zaprzestaniu walki. Akt kapitulacji podpisano 28 września. Następnego dnia broń złożyli obrońcy Modlina. Ostatnią wielką polską jednostką, która kontynuowała jeszcze walkę, była dowodzona przez generała Franciszka Kleeberga Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”. Walcząc najpierw z Sowietami, a potem z Niemcami, stoczyła ona pod Kockiem bitwę zamykającą wojnę obronną i skapitulowała 5 października.

Bilans wojny obronnej był dla Polaków tragiczny. W walkach z Niemcami poległo prawie 70 tysięcy żołnierzy, a niemal 133 tysiące zostało rannych. Tak duże straty wynikały przede wszystkim z przewagi technicznej nieprzyjaciela (zwłaszcza w lotnictwie). Do niewoli niemieckiej trafiło około 420 tysięcy żołnierzy i oficerów. Prawie 80 tysięcy polskich żołnierzy zdołało przekroczyć granicę, głównie węgierską i rumuńską. Udało się także ewakuować ponad 100 samolotów i prawie tyle samo czołgów.

Dotkliwe straty poniosła też ludność cywilna. Szacuje się, że w wyniku zbrodni Wehrmachtu życie straciło ponad 16 tysięcy cywilów, ale ostrzał kolumn uchodźców czy bombardowania miast i wsi spowodowały śmierć prawie 200 tysięcy osób.

Straty polskie w walce z Sowietami nie są dokładnie znane. W boju lub w wyniku mordów zginęło prawdopodobnie 6–7 tysięcy żołnierzy. Sowieci wzięli też do niewoli blisko 240 tysięcy żołnierzy, a w czasie trwania kampanii i wkrótce po niej aresztowali 300 tysięcy innych funkcjonariuszy służb mundurowych (policji, więziennictwa, kolei, pocztowców).

Straty Wehrmachtu szacuje się na ponad 16 tysięcy zabitych, 27 tysięcy rannych i około 5 tysięcy zaginionych. Duże ubytki odnotowano w sprzęcie: zniszczeniu lub poważnemu uszkodzeniu uległo 521 samolotów oraz 674 czołgi i 319 wozów pancernych. Sowieci przyznali się do ponad tysiąca zabitych i około 2–3 tysięcy rannych. Dane te wydają się jednak zaniżone. Sowieci stracili również około 150 czołgów i 20 samolotów.